Prostaczek niech tutaj przyjdzie!

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11, 28). Głodnego nakarmię, spragnionego napoję. Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił, kto będzie spożywał ten chleb, będzie żył na wieki. Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie, spragnionego napoję Wodą Żywą. Jeśli ktoś błądzi w ciemności, niech przyjdzie do Mnie, Ja jestem Światłem dla ludzkich oczu, Światłem świata. Jeśli kto poraniony, niech przyjdzie do Mnie, Ja ukoję cierpienie, uleczę rany. Ja, Pan, jestem ucieczką dla uciśnionego, ucieczką w czasie utrapienia (por. Ps 9. 10). Pokarmem na życie wieczne (por. J 6, 51-58), Wodą ukojenie dającą (por. J 4, 13-14). Lekarzem serc i dusz. Mocą Pokarmu, w którym się tobie daję każdego dnia, będziesz mieć siłę do pójścia za Mną przez swoją codzienność. Pokarm ten da ci siłę do zmagania się z własnym krzyżem, który nigdy nie jest ponad twoje możliwości. Mocą tego Pokarmu i trwaniem przy Mnie żaden ciężar nie będzie dla ciebie za ciężki, żadna ciemność nie będzie ciemna, a noc niczym dzień zajaśnieje. Pokarm ten sprawia, że zaczynam żyć w twoim wnętrzu; zaczynam przemieniać cię w Siebie. Moja Krew zaczyna krążyć w twoich żyłach. A mój głos lepiej jest przez ciebie słyszalny. Jeżeli tylko z wiarą i miłością przyjmować Mnie będziesz… Są tacy, którzy sami odrzucają tę łaskę, którą im daję w Eucharystii równocześnie gorsząc się tymi, którzy często mnie przyjmują. Są ci, którzy przyjmują Mnie bez wiary, tylko dla tradycji, dla których to tylko biały opłatek, nic więcej. Ale są tacy, którzy we Mnie wierzą, w Moją Obecność, i dla tych jestem lekarzem, Pokarmem, ukojeniem, wzmocnieniem. Jeśli nawet upadają po drodze, to mocą tego Pokarmu częstokroć wstają silniejsi. To jest głupie w oczach świata, ale to co głupie w świecie, mądrością jest w oczach Boga, bo zakrył te rzeczy przed mądrymi i uczonymi, a objawił je prostaczkom. Dlatego też Boża Mądrość zwołując na ucztę, woła: prostaczek niech tutaj przyjdzie! (Prz 9, 4) A ci, którzy tak łatwo Mnie odrzucają, nie wierzą i nie potrzebują, mówi: Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie naiwność, a żyć będziecie, chodźcie prosto drogą rozsądku! (Prz 9, 5-6)

Advertisements

Wniebowzięta

Czyż jest kobieta większa i potężniejsza od Ciebie? Czyż jest królowa bardziej odziana w majestat i piękni, niż Ty, Niepokalana? Czyż Arka Przymierza, która była zapowiedzią Ciebie, nie była traktowana z największą czcią i delikatnością? A przecież Ty jesteś czymś więcej, niż tamta Arka! Arka miała w sobie tablice przymierza, Ty nosiłaś w sobie Tego, Który to przymierze z nami zawarł. Dla Arki zbudowano świątynię, lecz Ty sama stałaś się świątynią, którą upodobał sobie Bóg na mieszkanie dla siebie; świątynią, która godna była nosić w swoim łonie Boga samego. Arka – dzieło rąk ludzkich, zaginęła w mrokach przeszłości, rozsypawszy się być może w proch. Lecz nowa Arka, Dzieło Miłości Bożej, przez Niego samego stworzona, przez Niego wybrana jako drogocenne naczynie, uświęcone Jego obecnością, nie mogła rozpaść się w ziemskim brudzie. Jeżeli Henoch i Eliasz, którzy byli w tak bliskiej zażyłości z Bogiem, zostali wzięci do Nieba, to o ileż bardziej zasłużyłaś na to Ty, na której Fiat całe Niebo zastygło w bezruchu.

Mojżeszu, zdejm sandały, bo miejsce na którym stoisz, jest święte.

Ziemia została uświęcona obecnością Boga w płomieniu ognistym. O ileż bardziej święte i niepokalane jest ciało, które było Jego mieszkaniem. Jakże czyste i święte musiały być dłonie, które Go pieściły; serce, do którego był przytulone. Jakże czysta musiała być Ta, w ramionach której usypiał!

Mojżesz nie był godzien podejść do gorejącego krzewu, słuchał Boga z zasłoniętą twarzą. Tak samo Eliasz, gdy ujrzał przechodzącego Boga, zasłonił swoją twarz. A Ty mogłaś, tuląc Boga samego, nie tylko wpatrywać się w głębię Jego oczu, ale też całować Jego oblicze. O żywa Monstrancjo, czy mogło ulec rozkładowi ciało uświęcone obecnością Boga? Nie ma chyba innej kobiety, przed którą stanąwszy, Anioł skłoniłby swa głowę. Już samo to mówi, jak bardzo nadzwyczajną jesteś Niewiastą. Jakże byś Ty, któraś całą sobą współuczestniczyła w życiu i cierpieniu swego Syna, miała i teraz całą sobą nie uczestniczyć w Jego chwale?

Tron Twój, Boże, trwa na wieki,
berłem sprawiedliwym berło Twojego królestwa. Córki królewskie wychodzą na spotkanie z Tobą,
królowa w złocie z Ofiru po Twojej prawicy.
(Ps 45)

Jestem pewien, że te słowa mówią o Tobie. To Ty, Maryjo, godna jesteś tego, aby w niebieskiego chwale stać u tronu Bożego. Dlaczego więc Ty, która jesteś czymś więcej niż pierwsza Arka Przymierza, która jesteś kimś więcej niż Henoch, Mojżesz czy Eliasz, jesteś tak znienawidzona, tak pomniejszana, tak nieuważana w oczach wielu? Odpowiedź na to znajdujemy już w Raju, gdy Bóg mówi do węża: “Wprowadzam nieprzyjaźń pomiędzy ciebie i Niewiastę, pomiędzy potomstwo Twoje i potomstwo Jej”. Jesteśmy Twoim potomstwem, dziećmi, za którymi wstawiasz się u Syna, za którymi orędujesz, wspomagasz, ochraniasz. Dziećmi którym nie pozwolisz zaginąć, lecz które zawsze prowadzisz i którym wskazujesz na Jezusa mówiąc: zróbcie wszystko, cokolwiek wam zostawił w Swoim Słowie; róbcie tak, jak wam to pokazał Swoim życiem.

O Maryjo, jesteś drogocennym Naczyniem, wybranym przez Boga już u zarania naszych dziejów, przez Niego uświęcona i przez Niego do niebieskiej chwały z ciałem i duszą zabrana. O Maryjo, Matko nasza, Wniebowzięta i Niepokalana, oręduj i wstawiaj się nieustannie za nami, amen!

Pokarm z Nieba

Wielki już czas, o Panie! Zabierz moje życie,
bo nie jestem lepszy od moich przodków.
(1 Krl 19, 4)

Eliasz, rozpalony żarliwością o chwałę Pana, Boga zastępów, wycieńczony, a może też już zmęczony życiem, ma wszystkiego dość. Nie dość, że został sam spośród proroków Pana, to jeszcze teraz ucieka przed gniewem Jezebel, która dyszy żądzą zemsty po tym, jak ośmieszył i pozabijał proroków Baala. I oto podczas snu pojawia się przy nim Anioła Pana, zostawiając mu podpłomyk i wodę. Odpocząwszy i posiliwszy się ponownie, był gotów do dalszej drogi. Mocą tego pokarmu szedł 40 dni i nocy, aż doszedł do Bożej Góry Horeb. Tam spotkał Pana i dostał nakaz powrotu swoją drogą, i dalszej misji, jaką zlecił mu Bóg.

Jakże często my uciekamy przed rzeczywistością, przed tym, co niesie dzień, przyszłość? Ile razy będąc samotnymi na pustyni, zasypiamy z myślą, czy pragnieniem, aby już się nie obudzić? Na pewno nasze motywy są inne, niż Eliasza, ale nieraz nie mniej ciężkie. Niebo duszy zasnute jest chmurami, ciemność wydaje się nie do przejścia. Nie ma drogi ucieczki, nie ma sensu istnienia. Lecz zawsze w takiej chwili Pan przychodzi nam z pomocą mówiąc: odpocznij, posil się, bo jeszcze długa droga przed tobą”. Eliaszowi chleb i woda, dane przez Anioła, dały siłę do długiej wędrówki. Te biblijne 40 dni i nocy to tak naprawdę droga testu, próby, wyjątkowego doświadczenia, któremu został poddany. To także nasza droga przez codzienność. Czy potrwa ona miesiąc, rok czy kilkadziesiąt lat, my również mamy ten sam pokarm z Nieba. Bóg daje nam ten sam niebiański posiłek, a może i więcej – bo daje nam Samego Siebie, mówiąc “Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”. Przychodzi również do nas w Swoim Słowie, jako w zdroju Wody Żywej. Gdy tylko z wiarą posilać się będziemy, żadne ciemności, żadne burze, straszne i beznadziejne nie będą. A Pokarm ten stanie się najlepszym pokrzepieniem i umocnieniem duszy w jej wędrówce ku Bożej Górze, na której ma nadzieję, jak Eliasz, ujrzeć Pan, Boga zastępów.

Dwa sztandary, dwa światy…

Wojowaniem jest życie człowieka. Do tego wojowania staję każdego ranka. Gdy tylko otwieram oczy staję pod sztandarem, któremu Ty, Jezu, przewodzisz, lub wybieram sztandar złego, ulegając mu. Dziś mówisz do mnie przez usta św. Pawła, że stając pod Twoim sztandarem, oddając się Tobie, muszę porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz. Nie mogę służyć dwóm panom, nie mogę służyć Bogu i mamonie. Pozwalasz mi, abym idąc za Tobą odnawiał się duchem w swoim myśleniu, abym przyoblekał się w nowego człowieka, stworzonego na Twój obraz w sprawiedliwości i świętości. Wybieram jeden ze światów, które współistnieją ze sobą, jak pszenica i kąkol w polu. Ale tylko jeden ze światów prowadzi do pełni życia i jest to świat, do którego każdego dnia mnie zapraszasz. Bardzo dużo rożni te dwa światy i dlatego choć ze sobą współistnieją, na co dzień się zwalczają. Co oferujesz mi Ty mówiąc “pójdź za Mną, stań pod Moim sztandarem, żyj w Moim świecie i dąż do Mego Królestwa, w którym masz mieszkanie przygotowane dla Ciebie przez Ojca”? Przeglądając karty Ewangelii, mogę się natknąć co rusz na Twoją ofertę:

Chcesz być pierwszym, bądź ostatnim; chcesz być wielkim, bądź małym; chcesz iść za Mną, zaprzyj się samego siebie, bierz swój krzyż każdego dnia i Mnie naśladuj. Jeśli uderzy cię ktoś w policzek, nastaw mu drugi. Przebaczaj, nie odwracaj się od tego, kto cię prosi, pochylaj się nad biednym i potrzebującym; i to nie tylko nad tym, który darzy cię sympatią, lecz także nad tym, który jest wrogo do ciebie usposobiony. Wszystko, co czynisz, czyń dla Mnie. Niech to wypływa z miłości, służy miłości i do miłości dąży. 

Trudne jest przebywanie tu na ziemi, w tym świecie. Życie w nim wymaga ode mnie ciągłej walki, ogołacania się i zmieniania. Stając pod Twoim sztandarem mogę doświadczyć niemal codziennie tego, czego Ty doświadczałeś w swoim ziemskim życiu. Droga za Tobą w tym świecie jest często wyboista i pod prąd płynącego jak rzeka życia.
A co oferuje mi sztandar złego i jego świat? O, tam droga jest prosta i szeroka. Tam można płynąć z nurtem życia. Tam mógłbym być kimś, jeśli tylko zrobię to, czego Ty nie zrobiłeś kuszony na pustyni – mam wszystko. Życie jest radosne i kolorowe. Wyrzucam z niego wszystko, co wymaga wysiłku, wyrzeczenia, cierpienia. Dostaję często to, czego chcę – pieniądze, sława, chleb do sytości. To mnie służą, to ja jestem kimś. Miłość – ona jest, aby służyć mi, moim żądzom, zachciankom, potrzebom. Drugi człowiek, tak na prawdę, nie liczy się wcale. Ważne jest tylko to tu i teraz zaspokojenie własnego ego. Nie ma tu mowy o krzyżu, którego najlepiej aby wcale nie było; o wyrzeczeniu czy samozaparciu. Świat ten jest w tak pięknym opakowaniu, że nawet idąc za Tobą, Jezu, ulegam często jego złudnemu urokowi. Żyjąc pod Twoim sztandarem, wyzbywając się starego człowieka, uwalniasz mnie z tego, co symbolizuje Egipt. Idę za Tobą, ale jakże często jest to droga, jaką szedł Izrael. Droga ciągłego narzekania, oglądania się za siebie, tęsknoty za tym, co się miało. To ciągłe wybieranie jest walką. Jest opowiadaniem się po którejś ze stron i wychodzenie w życie tego lub tego świata. Ale ja, krocząc za Tobą, Jezu, mam coś więcej niż manna i przepiórki. Mam pokarm, który jest pokarmem na życie wieczne. Który jest lekarstwem i wzmocnieniem mej duszy. Pokarm, którym Ty jesteś, jak sam to powiedziałeś: Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie (J 6, 35). Ten pokarm, jak i świadomość Twojej obecności, pozwala mi mądrze wybierać, i mimo pokus, słabości i upadków, stawać pod Twoim sztandarem, mówiąc totus Tuus każdego dnia, każdej chwili, do końca ziemskiej drogi. Totus Tuus, na zawsze, na wieki, amen!

Różaniec i Szkaplerz

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.  
(J 19, 25-27)

*Pod krzyżem nie tylko Jan otrzymał Mnie za Matkę, zostałam nią również i dla ciebie. Pod krzyżem dostałeś szatę ofiarowania się Memu Niepokalanemu Sercu, szatę która jest znakiem przynależności do Mnie, znakiem Mojej opieki. Na swoim nadgarstku nosisz różaniec, który jest również znakiem twojego oddania i poddania się mojemu Niepokalanemu Sercu. Czym są dla ciebie te świętości? Czy są tylko zewnętrznymi znakami wiary, amuletami mającymi strzec cię przed złem tego świata, nabożną tradycją, martwą i pozbawioną ducha? Jeśli nie pomagają ci one we wzrastaniu, w stawaniu się lepszym, to niestety są to tylko puste symbole.

Mamo najdroższa, dziś od rana nurtuje mnie to pytanie: czym dla mnie jest tak naprawdę Szkaplerz i Różaniec? Czym powinny być – wiem. A czym są, czasami nie pamiętam, nie zastanawiam się nad tym. Może właśnie dzisiaj jest dobry dzień, aby sobie o tym przypomnieć. Noszenie szkaplerza to naśladowanie Ciebie w Twojej cichości, łagodności, cierpliwości, w Twoim “fiat”. Ja w mojej codzienności nie zawsze taki jestem, nie zawsze potrafię takim  być. Noszenie Szkaplerza zobowiązuje mnie do czystości, pokuty, modlitwy, apostolstwa. A u mnie trochę to wszystko przypudrował kurz. Kolejnym znakiem, drabiną, po której mogę się wspinać, jest Różaniec. Dałaś mi go, ucząc przez całe życie, abym robił wszystko, cokolwiek Twój Syn mi powie, a rozważając kolejne tajemnice, uczył się Go naśladować. Czy naśladuję Go we wszystkim odpowiadam na wszystkie natchnienia, jak Ty, mówiąc “niech mi się stanie według słowa Twego”? Jakże często łapię się jeszcze na tym, że jest to tylko klepanie zdrowasiek, a nie świadome wchodzenie z Tobą w Ewangelię Twego Syna. Dlatego różaniec na nadgarstku jest znakiem nie tyle dla innych, co dla mnie. Jest takim zacheuszowym wejściem na sykomorę. O Pani moja, Matko najczystsza, Niepokalana, dziękuję Ci za Twą opiekę, obecność w mym życiu, za pomoc w odnalezieniu Jezusa i kroczeniu za Nim. Za Szkaplerz i Różaniec, które są dla mnie Signum Salutis – znakami zbawienia, które mają mi pomóc i chronić mnie na drogach codzienności. Przepraszam również za to, że tak nie zawsze jest; że zapominam, że noszę je nie dla samego noszenia, lecz mają być dla mnie znakami odmiany życia, abym stawał się lepszym. Na koniec “kolejne z pytań w sercu mym się rodzi, czy Matką swoją zwać się Ciebie godzi, komuś kto w grzesznej zgniliźnie nie odnajduje swych rysów w Twojej podobiźnie”?

Niecodziennik: Czekasz na mnie

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię.

(Mt 11, 28)

Jezu, zapraszasz mnie dziś do odpoczynku, do rekreacji w Swojej obecności. Przemawiasz do mnie słowami Jana Kochanowskiego, który w swojej fraszce “Na Lipę” zaprasza do odpoczynku w swoim ogrodzie, w cieniu ogromnego drzewa.

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.

Pokazujesz mi, że Sam jesteś tą lipą, w cieniu której mogę odpocząć, czekasz na mnie ukryty w Najświętszym Sakramencie. Zamykając oczy, tu mogę zanurzyć się w ciszy, zatopić w Tobie, zrzucając wszystkie troski i zmartwienia u Twoich stóp, a ucząc się od Ciebie i naśladując Cię, mogę znaleźć pokój i ukojenie duszy. Odpoczynek w cieniu drzewa, gdzie słychać tylko odgłos ptaków i ciągle gdzieś spieszących się owadów, gdzie również mogę cieszyć się Twoją obecnością, czy odpoczynek tam, gdzie jesteś obecny w Sakramencie Ołtarza – jest odpocznieniem i rekreacją dla ciała i duszy.
Tylko w Tobie tak naprawdę mogę uciszyć skołatane serce…

Niecodziennik: Biada mi!

Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły.
(Mt 11, 21)

Te słowa dotyczą również mnie. Przebywając z Tobą, Jezu, idąc za Tobą, powinienem dostrzegać i doświadczać działania Twojej miłości w moim życiu. I tak też się dzieje, widzę często Twoją cudowną dłoń w mojej codzienności. Ale czy dostrzeganie tych cudów prowadzi do przemiany mojego serca? Twe słowa uświadamiają mi, że często tak nie jest, czasami oszukuję sam siebie. Jestem niby przy Tobie, ale tak naprawdę daleko od Ciebie. Doświadczam Twojej obecności i działania w moim życiu, ale mimo to odchodzę, idąc drogą starych przyzwyczajeń. Dla mnie to “biada!”, bo lepiej być ślepcem błądzącym w ciemnościach, niż mówić: “widzę bo jestem w świetle”, a tak naprawdę być ślepym na to, co wokoło. Dla mnie to “biada!”, bo gdybym naprawdę widział, to już dawno odziawszy się w wór i posypawszy popiołem nawróciłbym się, a nie wracał do starych grzechów, jak wieprz do kałuży błota, czy pies do swoich wymiocin. Bo przecież “komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” (Łk 12, 48).