Zawsze przebaczaj, bo i tobie wiele się wybacza…

Synu, złość i gniew są obrzydliwościami w Moich oczach, nie mogą one górować nad tobą, ani kierować twoim życiem. Nawet jeśli zdarzy się, że zapłoną, bo słaba jest twoja natura, niech będą jak słoma, która zapłonąwszy niemal natychmiast gaśnie idąc w zapomnienie rozniesiona wiatrem. Gdy zaś będziesz je karmił podsycając ten ogień, będzie to wbrew miłości i Mojej nauce. Czy pamiętasz jak przyprowadzono do Mnie jawnogrzesznicę? Nie osądziłem jej, a i zebrany tłum upuścił ze swych dłoni kamienie, bo stało się jasne dla nich, że i oni nie są bez winy. Za każdym razem, gdy zamierzasz przyjść do Mnie z kamieniem w dłoni, pamiętaj jak wiele darowałem tobie, i że ty również podobnie masz czynić. Żywiąc się gniewem, złością, zawiścią, nie umiejąc przebaczyć, jak u Mnie możesz szukać uzdrowienia, przebaczenia? Jak możesz mówić “odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy”, jeśli nie potrafisz tego uczynić względem bliźniego, sam nie będąc miłosiernym, miłosierdzia oczekujesz? Działając w ten sposób okłamujesz Mnie i stajesz się jak ów nielitościwy dłużnik. Ileż to razy czytając te słowa oburzasz się w sercu mówiąc “jak można, tyle mu darowano a on ani trochę darować nie chce”?. Ta przypowieść jest właśnie o tobie, to tobie Bóg tak wiele darował, od ciebie oczekując tego samego. Dzisiejsze słowa kieruję nie tylko do Piotra, lecz i do ciebie, zawsze przebaczaj, bo i tobie wiele się wybacza.

Advertisements

Móc stawać się codziennie Jej żywą koroną…

“Wybrał Ją Bóg i wywyższył ponad wszystko, i wziął Ją na mieszkanie do przybytku Swego. Niepokalanie poczęta, gwiazda zaranna, pierwsza monstrancja nosząca w sobie Boga. Niepokalana, nie skażona grzechem, najczystsza Dziewica. Jest to chyba normalna rzecz, bo jak Bóg mógłby przyjść i zamieszkać w brudnym ciele, w duszy skażonej grzechem? On, Który stał się podobnym do ludzi we wszystkim oprócz grzechu.

Dwie kobiety – Ewa, która w raju przez pychę straciła wszystko i Maryja, która swoim pokornym “fiat” zgodziła się być matką Mesjasza. Pokorna, cicha Służebnica Pańska. Karty Ewangelii nie przekazują wielu Jej słów, ale te, które są, wskazują nam na Jej Syna. Bo Ona nam Go nie przesłania. Wprost przeciwnie, na Niego wskazuje i do Niego prowadzi, gdy sami odnaleźć Go nie możemy, lub nie potrafimy.

“Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego”. Bądź wola Twoja, Boże, we wszystkim.

Maryja idąca do Elżbiety, gdy usłyszała, że Jej krewna jest brzemienna, uczy nas wychodzić naprzeciw każdemu człowiekowi, służyć swoją osobą, czasem… Maryja uczy nas, aby wszystko zawierzać Bogu.

Maryja rodząca swe Dziecię w ubogiej stajence. Zimno, wilgotno – biedne małżeństwo i małe dzieciątko. Ale to, co łączy tą trójkę, to ogromna Miłość przezwyciężająca wszelkie trudności. Jaki piękny to wzór na dzisiejsze czasy.

Maryja w Kanie. Słowa Jezusa: czy to moja lub twoja sprawa, niewiasto? Dla wielu są to słowa, którymi zakazał Matce się wtrącać. Ale gdyby tak było, czy poszłaby do sług? Być może znali Ją wcześniej, może była kimś przez niech bardzo szanowanym, bo nie kazała im nic, tylko zrobić wszystko, cokolwiek Jezus powie. “Napełnijcie stągwie wodą”, przecież to brzmiało niedorzecznie. Ale zaufali Jego matce i posłuchali Go. Niedorzeczność zmieniła się w cud, woda zmieniła się w wino, i to wcale nie najgorsze.

Maryja pod Krzyżem. Ból i cierpienie przeszyło Jej serce i duszę. Spełniało się to, co przepowiedzieli prorocy, jak i to, o czym powiedział Jej starzec Symeon. Jej duszę przeniknął miecz boleści. Maryja – tego możemy być pewni – z wielkim bólem szeptała: “bądź wola Twoja”. Nie przeklinała ani Boga, ani losu. Uczyła nas, jak sobie radzić w takich chwilach i do kogo przylgnąć słowami zawierzenia.

“Synu, oto matka twoja”, oto Matka nas wszystkich. Niepokalana, przeczysta Dziewica, wzór, jak naśladować Chrystusa.

Wróciłem dziś do tego tekstu sprzed paru lat, skłonił mnie do tego dzisiejszy dzień, uroczystość Najświętszej Panny Maryi Częstochowskiej i trzechsetna rocznica koronacji Jej cudownego wizerunku. Oto Matka nas wszystkich, Matka, która 635 lat wpatruje się w nas ze szczytu Jasnej Góry i wskazując na Jezusa mówi, jak kiedyś w Kanie ”zróbcie wszystko cokolwiek wam powie”. Matka, której wysłałem zdjęcie, aby z okazji koronacji Jej wizerunku stać się częścią żywej korony, i wpatrując się w to ukochane oblicze słyszę, jak w głębi serca mówi mi, że to nie wystarczy. Nie wystarczy wysłać selfie aby zaistnieć, to zdjęcie zobowiązuje mnie do czegoś więcej. To jak wysłanie swojego serca, aby móc stawać się codziennie Jej żywą koroną. Aby się nią stawać mam wpatrywać się w  Ciebie, wzór naśladowania Chrystusa. Mamo, tak wiele Ci zawdzięczam, u Twego tronu czuję się jak w domu, bo gdzież najlepiej człowiekowi, jak nie przy sercu Matki. Pragnę poprzez swoją codzienność stawać się żywym diamentem w Twojej koronie.

Nic nie jest w stanie oderwać cię ode Mnie…

Panie, ratuj mnie, pomóż! Gdzie jesteś, Panie…? Jakże często brzmi to wołanie, zwłaszcza w chwilach, gdy łódź twego życia napotka przeciwne fale i ciężko jej płynąć pod prąd; lub gdy miotana burzowymi falami w bezkresnej ciemności zdaje się zanurzać w przepastnej otchłani; lub gdy odważna i pewna siebie mknie do Mnie po wodzie, jak Piotr, dopóty nie zlęknie się przeciwności. Czemu wątpisz, małej wiary, i czemu się trwożysz? Jestem przy tobie, ale i ty bądź przy Mnie! Nie tylko w chwilach trwogi, bólu, w chwilach ciemności i burz w twoim życiu, ale bardziej pamiętaj i bądź przy Mnie, gdy Ci jest dobrze, gdy ci się wiedzie. Miej świadomość tego, że jestem obecny w twojej codzienności. Nie przypominaj sobie o Mnie tylko wtedy, gdy jest ci ciężko i źle. Dlaczego wyrzucasz Mnie ze swojej codzienności, a gdy coś się dzieje pytasz gdzie jestem? Czemu idziesz za Mną wierząc i ufając, a byle podmuch wiatru sprawia, że zaczynasz bać się i tonąć? Zaproś Mnie do swojej codzienności i krocz przez nią z tą świadomością, że Jestem obok. Ja jestem bezpiecznym portem i pewnym schronieniem dla twojej łodzi miotanej falami. Zakotwiczona we Mnie, ze Mną za sterem, przeciwstawi się wszelkim wiatrom i nawałnicom.
W jednej ze swoich pieśni mówisz: być bliżej Ciebie chcę na każdy dzień, za Tobą życiem swym iść jako cień, daj tylko Boże dusz, obecność Twoją czuć, myśl moją pośród burz na Ciebie zwróć. Chcesz być bliżej Mnie każdego dnia, to bądź, z rana gdy wstajesz pamiętaj o Mnie, w ciągu dnia wpatruj się we Mnie, pytaj, rozważaj w sercu Me Słowa, mów do Mnie. Chcesz iść za Mną jako cień? Cień jest związany z tym, który go rzuca, a nierozerwalnie związany jest ze światłem. Bez światła cień nie istnieje. Więc tylko w Moim świetle możesz iśc za Mna, jak cień. Nie wątp człowieku małej wiary, nie odetną cię od Mojego Światła żadne życiowe burze. Nikt, ani ucisk, ani prześladowanie, ani głód, ani nagość, ani niebezpieczeństwo, ani miecz wiszący nad twą głową, ani śmierć, ani życie ani aniołowie, ani Zwierzchności ani Moce, nic nie jest w stanie oderwać cię ode Mnie.

Twoje góry Tabor…

Jezu, dziś stawiasz mnie obok Jana, Piotra i Jakuba, aby rozmyślać o Twoim Przemienieniu wobec nich. Dla nich miało to być umocnienie ich wiary przed mającą wkrótce nastąpić Twoją Męką i Śmiercią. Ale czuję, że moja obecność w tym miejscu z nimi ma jakiś inny cel.

Jesteś tu po to, aby spojrzeć na twoje powołanie, twoją wiarę i drogę poprzez codzienność. Wiele razy mówię do ciebie w przypowieściach, dziś pragnę pokazać ci twoje góry Tabor, momenty w których objawiałem ci siebie, dając ci tym samym siły do trwania w wierze do kroczenia za Mną mimo przeciwności losu. Dziś jesteś tu po to, aby przypomnieć sobie o tych chwilach. Lecz nie po to, aby rozkoszować się ich słodyczą, lecz aby poznać ich gorzki smak. Chcę, abyś przez tę gorycz zastanowił się nad swoim powołaniem, swoją drogą. Moje przemienienie w tobie, te chwile gdy miałeś pewność Mojej obecności w swoim życiu, co one ci dają? Jaki wpływ mają na twoje życie? Jakub, Jan i Piotr… czy możesz w tej chwili przyrównać się do nich? Jan Chrzyciciel i Herod, do którego z nich jest ci bliżej?

Panie mój, niestety do Heroda. Lecz nie jakobym pałał do niego sympatią, lecz poprzez swoje życie. Uzmysłowiłeś mi to wczoraj, gdy rozmyślałem o tych dwóch postaciach. Jan, człowiek surowy, prowadzący również taki styl życia. Zdany tylko na Boga,żywiący się tym, co dał mu Bóg i ubierający się w to, w co go przyodział. Szczery i prawdomówny, aż do bólu, co było powodem nienawiście ze strony Herodiady, i w końcu jego śmierci. Herod, trudno powiedzieć, czy był wierzący, miał szacunek i czuł bojaźń przed Janem, ale żądze i namiętności w nim zwyciężyły. Wystarczyło, że pokazała mu się piękna, powabna i półnaga kobieta, aby żądze karmiące zmysły zywciężyły. A głos otoczenia dopomógł w tym, czego w głębi serca nie chciał. I właśnie dlatego bardzo często jestem, jak Herod, ulegając presji środowiska, własnym zmysłom i żądzom.

Synu, Jan grzech nazywał grzechem. Nie ubarwiał go i nie tłumaczył. Związek Hwroda i Herodiady był czymś złym i Jan otwarcie o tym mówił, nie zważając na opinię środowiska. A ty? Ile razy nie masz odwagi wypowiedzieć swojego zdania i dania świadectwa swojej wiary? Ile razy przemilczasz albo starasz się tłumaczyć zło? Zastanów się, gdyby teraz przed tobą stanęła współczesna córka Herodiady, nie byłbyś gotów oddać jej wszystkiego, aby tylko zaspokoić swoje namiętności? Dlatego przypominam ci twoje góry Tabor, mówię do ciebie w przypowieściach, abyś miał siłę do codziennej walki ze złem. Abyś jak dobry ogrodnik umiał odróżnić owoc od chwastu. Abyś był gotów, jak moi Apostołowie, żyć tylko dla mnie, nie szczędząc swego postu ani krwi. 

Jezu, mizerny to, a nawet głupi, ogrodnik, który dobry owoc zniszczy, a chwast pielęgnuje. Będąc bardziej Herodem, takim właśnie ogrodnikiem jestem. Dobro i zło, bezgrzeszność i grzech, miłość zmysłowa i miłość duchowa, to jak róża i oset. Obie te rośliny potrafią być piękne. Obie mają kolce, lecz tylko róża jest szlachetną rośliną, a oset, choćby najpiękniejszy, chwastem pozostanie. Przypominając mi momenty, w których w duszy i życiu byłem świadomy Twojej obecności, uzmysławiasz mi tę prawdę. Uzmysławiasz mi również, że chwast, choćby był piękny, i wzrok na sobie skupiał, chwastem pozostanie zagłuszając i niszcząć to, co dobre, i przez to piękne, w szlachetnej roślinie. Uzmysłowiłeś mi również, że jestem jak drzewo zaatakowane przez szkodniki. Samo już nie walczy i żyje z nimi w symbiozie nie zastanawiając się, że bezowocne i suche wnet nada się tylko do wykarczowania i spalenia. Bez pomocy specjalisty nie uratuje się. Drzewo samo sobie nie poradzi. Ja jestem tym drzewem, a Ty, mój Jezus, jedynym specjalistą, który uratować je może!

Skarb, który znalazłeś, niesiesz w naczyniu glinianym…

«Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją». (Mt 13, 44-46)

Czy ty znalazłeś już swój skarb, swoją cenną perłę,za którą oddałeś wszystko? Czy mając, strzeżesz jej bacząc na to, że przechowujesz ją w naczyniu glinianym, które łatwo możesz stłuc, a skarb zgubić, nawet tego nie zauważywszy? Co zajmuje twoją duszę, ile w niej jest postawy Marty, a ile Marii?

Tak, Panie, znalazłem skarb, spotkawszy w swoim życiu Ciebie. I jak ów rolnik ukryłem go, a następnie sprzedałem wszystko, co miałem, aby ów skarb posiąść.

Co znaczy, że sprzedałeś wszystko, co miałeś? Sprzedać wszystko, to nie mieć nic, tylko Mnie. To nie być niezdrowo przywiązanym do niczego, co cię, krępuje, spowalnia, to nie grzeszyć, zwłaszcza świadomie i dobrowolnie. Nie mieć nic, to jak dziecko zdać się tylko na Mnie, Mi zaufać i dać się prowadzić. Nie mieć nic, to oddać Mi się całkowicie i bez zastrzeżeń, to nieść swój krzyż, to dla Mnie umieć głód cierpieć, umieć i obfitować. Kto Mnie znalazł i chce iść za Mną, nie może wstecz się oglądać tęskniąc, jak Izraelici na pustyni za czosnkiem i cebulą, nic nie może być dla ciebie ważniejsze, tylko ten skarb, który znalazłeś. Jam Jest  Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z domu niewoli, nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Wszystkie twoje niezdrowe przywiązania, myśli, wszystko, co w twojej codzienności jest ważniejsze niż Ja, jest właśnie bogiem którego stawiasz obok Mnie, albo który Mnie całkowicie zasłania. Jestem dla ciebie skarbem, policz czas w ciągu dnia, który poświęcasz dla Mnie, ile masz przywiązań, które są ważniejsze ode Mnie, ile ważnych spraw, myśli, które nie pozwalają ci znaleźć czasu dla Mnie?

Jezu wsłuchując się w to, co powiedziałeś mej duszy, mogę powiedzieć, że jestem w trakcie wyzbywania się majątku, uwalniania się ze zbędnego balastu. Tak, Panie, aby balon mógł lecieć i wzbijać się ku górze, potrzebuje przede wszystkim pozbyć się tego, co go obciąża. Jakże wiele napotykam jeszcze na swej drodze błyskotek, które przysłaniają mi prawdziwą perłę, zapominam wtedy o niej i wpatruję się w nie, jak przysłowiowa sroka w kość.

“Każdemu bowiem kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma” (Mt 25,29). Nic na zawsze nie zostało ci dane, znalazłeś Mnie, uważaj abyś nie zgubił. Bo skarb, który masz, niesiesz w glinianym naczyniu, bardzo łatwo go stłuc i zgubić zawartość, zwłaszcza gdy zajęty będziesz wpatrywaniem się w błyskotki, lub zbyt będziesz zajęty swoimi sprawami, aby martwić się skarbem. Jeśli nie będziesz w swojej codzienności na nim sie skupiał, nie będziesz miał na niego baczenia, to bardzo szybko sprawy światowe, nałogi czy inne niezdrowe przywiązania rozbiją to naczynie. Znalazłeś Mnie, bo pozwoliłem ci się znaleźć, przyszedłem do Ciebie w gościnę, pozwoliłem iść za Sobą, ale jeśli w tej drodze nie będziesz wpatrywał się we Mnie, nie będziesz za Mną wyglądał, zbłądzisz niechybnie w gąszczu tego świata. Znalazłeś skarb, pamiętaj, że on ci jest nie tylko dany, ale i zadany.

Spotkałem Ciebie, a raczej to Ty spotkałeś mnie, wszczepiłeś mnie w siebie jak winną latorośl, pielęgnowałeś, teraz oczekujesz na owoce, którymi Cię obdarzy. To jej zadanie, zaowocować i cieszyć tymi owocami ogrodnika. Zapaliłeś mnie jak pochodnię, a zadaniem pochodni jest oświecać drogę do celu podczas ciemności. Znalazłem Ciebie, który jesteś ogniem tej pochodni, oświecającym drogę błądzącym i tym, którzy pośród ciemnej nocy nie wierzą już w nastanie dnia, jak rozbitkom w czasie burzy wskazuje drogę na bezpieczny brzeg. Jeśli pozwolę, aby przeciwności zgasiły ten ogień, to na co się zda pochodnia? Jedynie na wyrzucenie, bez ognia nic jest niewarta.

Dlatego też zapytałem cię, ile jest w tobie z postawy Marty, a ile z Marii. Te postawy są dla ciebie jak oliwa, która nasącza pochodnię, aby płonęła. Obie znalazły swój skarb, znalazły Mnie, i były mi bez reszty oddane. Cały ten dom gościnny i przyjazny, był dla Mnie przystanią, gdzie mogłem odpocząć, a mieszkańcy kochali i byli oddani Mi bez reszty. Miłość to jest to, co pozwoli ci chronić skarb, który znalazłeś, pomoże ci znieść przeciwności i kroczyć za Mną. Miłość nie pozwoli ci, abyś Mnie zgubił gdzieś po drodze. Ale musi to być miłość jaka miała Maria, miłość cicha, spokojna, wpatrzona we Mnie, miłość, dla której nic nie jest ważne ani pilne, tylko ona sama. Ta lepsza cząstka, którą Maria obrała, pozwoli trwać ci w modlitwie, chronić ognia twojej pochodni, pozwoli płonąc jej bardzo jasno. Nie znaczy to, że Marta Mnie nie kochała. Jak najbardziej całą sobą była Mi oddana, ale za bardzo zajęta była drobnymi, mniej ważnymi i potrzebnymi, rzeczami, które zaprzątały jej umysł. Ta postawa sprawia w tobie ciągłe zamieszanie, pogoń za czymś mało w tej chwili istotnym, ciągłe zamieszanie w sercu, poddenerwowanie, a to przygasza płomień twojej pochodni. W takim ciągłym zamieszaniu łatwiej o zgubienie znalezionego skarbu. Abyś Mnie nie zgubił potrzeba tak niewiele, zostawić wszystko, co niepotrzebne, siąść u Moich stóp jak Maria i wsłuchać się we Mnie. Naprawdę, nawet gdy wypełniasz jakieś obowiązki pracując fizycznie jak Marta, możesz jak Maria wyciszyć swe serce, myśli, i wsłuchać się w Mój głos.

Myślałem, że czytając już tyle razy te słowa o Marii i Marcie, nie odkryję już nic nowego. A jednak, Ty, Panie, pokazałeś mi, że tak nie jest, że Twoje Słowo jest żywe i odkrywcze. Często jestem jak Marta, wewnętrznie zabiegany, zajęty czymś innym, czasem codzienne drobnostki czy w pracy, czy w domu, rozsiewają niepokój i zamieszanie w sercu, i wtedy nie potrafię uciszyć się, przycupnąć i wsłuchać się w Ciebie. Panie, ucisz moje serce, jak uciszyłeś burzę na jeziorze, naucz mnie być obojętnym na to, co nie jest Tobą, daj mi się w każdej chwili wsłuchiwać w Ciebie i podtrzymywać ogień, który płonie, do ognia żaden zwierz się nie zbliży, tak i ja tak zaopatrzony będę strzegł mego glinianego naczynia, aby nie zgubić Ciebie. Amen!

Jesteś szczęśliwy właśnie wtedy, widząc Mnie i słysząc w takich codziennych, zwyczajnych rzeczach…

Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.
Mt 13, 16-17

Panie mój, jadąc dziś do pracy zastanawiałem się nad tymi właśnie słowami. Przecież mówisz tu o prorokach i sprawiedliwych, którzy wyczekiwali Twojego przyjścia, nie dane im jednak było doczekać się i widzieć tego, czego doświadczali ci, co mieli z Tobą jakikolwiek kontakt. Tobie współcześni byli albo szczęśliwi, widząc i słysząc, albo głusi i  ślepi na to, co obok nich się rozgrywało. A ja? Jak te słowa mają się do mnie, do mojej codzienności.

Synu, to proste, pokazałem ci to dzisiaj w drodze. Ludzie jadący szybko do pracy, nie mają czasu na nic, śpieszą się, nie mają czasu czy możliwości, aby widzieć i słyszeć to, co ty. Nieraz narzekasz w sercu na swój pojazd, ale zobacz kto z tych mijanych ludzi ma tak, jak ty, czas na kontemplacje Mnie w otaczającym świecie. W ciszy poranka możesz słyszeć Mnie w swoim sercu, możesz wsłuchiwać się w wychwalający śpiew ptaków, patrzeć na niebo usłane gwiazdami, czy przepięknie ubarwione wschodzącym słońcem. Czy nie jesteś wtedy szczęśliwy, czy nie są cudowne pola żółcące się kwitnącymi rzepakami, czy mieniące się złotym kolorem zbóż gotowych do zbioru? Czy w rześki wiosenny poranek śpiew skowronka nie wyrywa twego serca do góry? Ty jesteś szczęśliwy właśnie wtedy, widząc Mnie i słysząc w takich codziennych, zwyczajnych rzeczach.

Tak, mogę, choć gorzej mi to przychodzi, gdy są jesienne mgły i muszę iść niemal po omacku, albo gdy zimą jest ślisko, na zmrożonych koleinach można sobie nogi połamać, a ostry śnieg sypie w oczy, wtedy trochę gorzej jest mi się zachwycać i cieszyć. Zostaje tylko w takich chwilach wędrówka z modlitwą na ustach, ale i tu nieraz zły się potrafi wmieszać i musisz mnie pouczać, jak ważne są wypowiadane przez nas słowa, czym jest przekleństwo a czym błogosławieństwo, i przypominasz, aby nad moim gniewem nie zachodziło nigdy słońce. Tak, Panie, Ty wiesz, że w takich chwilach ten zachwyt nad pięknem świata przychodzi mi najtrudniej, albo wcale.

Synu, Ja jestem siewcą, który zasiał ziarno Słowa w twoim sercu. Twoim zadaniem jest dbać i pielęgnować je, gdy zacznie wschodzić, ponieważ twoje serce nie jest jeszcze aż tak żyzną glebą, aby nie było to konieczne. Gdy wpadnie na glebę twego serca musisz się nim zająć i dbać, aby ptaki ci go nie wykradły ani chwasty nie zagłuszyły.

Panie, ale sam powiedziałeś w jednej z przypowieści, aby ziarnu i chwastowi pozwolić rosnąć razem, aż do żniw.

Tak, lecz jeśli chodzi o twoją codzienność, to chwastem, który musisz usuwać, aby wzrastało w tobie Moje Słowo, jest wszystko to, co nadmiernie zajmuje twój czas, nie dając ci sposobności zajęcia się ani na chwilę Moim Słowem. Gdy tego nie przypilnujesz, to z biegiem czasu zagłuszy Mnie w tobie, a codzienne drobne niepotrzebne rzeczy, jak ptaki wydziobią z twego serca Słowo zanim jeszcze na dobre w nim spocznie. Jeśli będziesz dbał, pielęgnował, jeśli będziesz nim żył, będziesz  trwał wśród tych szczęśliwców, którzy widzą i słyszą. Lecz jeśli o tym zapomnisz jeśli pozwolisz na to, aby światowy chwast jak powój wkradał się w twoją codzienność,  to będziesz wśród tych, którzy mają oczy ale nie widzą, mają uszy ale nie słyszą.

Teraz już wiem, Panie, wszelka moja złość, gorycz, zwątpienie, złe słowo, jak ptaki wydziobują z mego serca to, co w nim siejesz, a każde moje przywiązanie do rzeczy światowych, które zaczyna mi zajmować coraz więcej czasu, kradnąc ten czas Tobie, jest chwastem, którY zagłusza Ciebie we Mnie. Wielu pragnie Cię widzieć i słyszeć, lecz pośpiech, nawał codziennych ważnych i mniej ważnych rzeczy, rozrywka, która rozrywa zamiast uspokajać serce, to wszystko sprawia, że patrząc nie widzą i słuchając nie słyszą. Jezu, dziękuję Ci za to, że dajesz mi tą radość i szczęście widzenia Cię w otaczającym świecie, że mogę stawać w Twojej obecności, bo przecież jesteś obok, wystarczy, że moja myśl czy wzrok ku Tobie podąży, nie pozwól jednak, aby wbiło mnie to w pychę, dawaj mi zawsze w takich chwilach tę świadomość, że to jest mi dane, ale i zadane. Amen.

Kochając, uczestniczysz w życiu osoby ukochanej…

Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła.On ją zapytał: Czego pragniesz?. Rzekła Mu: Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie.
Mt 20, 20-28

Jezu, przypatrując się dziś tej sytuacji zastanawiam się, czy nie jestem jak matka Jakuba i Jana; ona prosiła nie za sobą, lecz za swoimi dziećmi. A ja? Czy nie proszę czasem o to samo lecz tylko dla siebie?

Synu, być po mojej lewicy czy prawicy, to być bardzo blisko Mnie, pragnienie to samo w sobie nie jest złe, lecz liczy się intencja, która wzbudza w twoim sercu to pragnienie. Czemu chcesz być tak blisko Mnie, widoczny, na piedestale, czemu chcesz się pokazywać przy Mnie? Być przy Mnie to nie tylko  radość i wesele w Kanie, to nie tylko pokazywanie się obok Mnie gdy wskrzeszam, uzdrawiam, wypędzam złe duchy, to nie tylko siedzenie obok Mnie na ucztach, na które byłem zapraszany. Fajnie jest się ogrzewać w Moim blasku, gdy wszystko jest piękne i radosne. Trochę trudniej już przy Mnie wytrwać, gdy “zapytam czy możesz pić z kielicha z którego Ja mam pić”, choć tu jeszcze w radosnym uniesieniu bez zastanowienia się możesz odrzec “tak”. Gorzej już, gdy miałby się ten kielich urzeczywistnić w twojej codzienności.

Nie, Panie, dla Ciebie jestem gotowy na wszystko, wszystko przyjmę, wszystko zniosę, każdy krzyż, każde niepowodzenie, każdy ból czy cierpienie. Radość, płacz, zdrowie i chorobę…

Synu, nie śpiesz się tak ze swoimi zapewnieniami, bo kto w małych rzeczach jest doskonały, ten i w wielkich doskonały będzie. Spójrz na Piotra, on też Mnie zapewniał o swojej wierności, a jednak zaparł się Mnie; On który był tak blisko, który tyle widział i tyle przeżył wraz ze Mną, który widział Mnie na Taborze, wówczas na współudział w moim cierpieniu nie był jeszcze gotów. Tobie do Piotra wiele jeszcze brakuje. Naucz się najpierw brać codziennie swój krzyż idąc za Mną, przyjmuj z pokorą i ofiaruj Mi wszystko, co przyniesie ci dzień, bądź przy Mnie w Getsemani, bądź w pretorium, na krzyżowej drodze i na Golgocie u stóp krzyża, a gdy przyjdzie pora, Ja sam uznam gdzie będzie twoje najlepsze miejsce. Kochając, uczestniczysz w życiu osoby ukochanej, dzielisz z nią wszystko. Bliskość i miłość do Mnie to uczestnictwo w Mojej drodze i kosztowanie z Mojego kielicha.

Panie, wsłuchując się w to co mówisz do mnie dostrzegam, że owszem łatwo mi być z Tobą tam, gdzie jestem chwalony, lubiany, gdy wszystko się układa, gdy jestem zdrowy, pogodny a dusza rwie się do śpiewu. Niestety, gdy jest na odwrót, to często zapominam, że miłość do Ciebie, stanie obok Ciebie, to również uczestnictwo w Twojej drodze i kosztowanie z Twojego kielicha. Panie mój, nie będę dziś prosił o miejsce obok Ciebie, będę Cię raczej prosił o to, abym w małych codziennych zajęciach nauczył się doskonale kroczyć z Tobą, za Tobą, zwłaszcza w trudnych życiowych chwilach. Amen!