Przyjacielu po coś przyszedł?

Oto dwie kolejne postacie i dwie postawy, na które pragnę abyś zwrócił swą uwagę – Judasz i Piotr. Dwóch przeze Mnie wybranych i powołanych Apostołów. Judasz wydawałoby się cichy i spokojny człowiek, niczym szczególnym się nie wyróżniający, dlatego tak mało widoczny podczas Mojej działalności. Piotr żywiołowy, wszędzie widoczny, trochę narwany, taki trochę choleryk, przeciwieństwo cichego i niewidocznego Judasza. Wspólnym mianownikiem tych dwóch postaci była pycha. Judasz taki cichy, nie rzucający się w oczy, w rzeczywistości był nieszczery, skąpy, zakłamany. O jego nieszczerości względem Mnie podczas ostatniej wieczerzy świadczyły słowa na twarzy naznaczonej lisim uśmieszkiem “czyżbym ja Rabbi?”. I Piotr, nadgorliwy, często szybciej mówił, jak myślał. Jego pycha szła w drugim kierunku: “ja dam radę, ja pójdę z Tobą nawet na krzyż, choćby wszyscy Cię zdradzili, ja Cię nie zdradzę”. Te słowa jednak tchnęły szczerością. Był otwarty, prawdziwy w relacji ze Mną. Niczego nie krył, nie taił, co myślał to Mi mówił, nie zamykał się przede Mną, jak Judasz.

Te postacie i ich postawa najbardziej widoczne były podczas ostatnich dni Mojej ziemskiej działalności. Oto Judasz zdziwiony podczas wieczerzy, że o nim mogłem pomyśleć jako o zdrajcy wstał od stołu i poszedł zrobić to czego, przed chwilą się zarzekł. Za trzydzieści srebrników zdradził Mnie nie patrząc na przeżyte wspólnie lata spędzone na wędrówce. Ważniejsze były Mu pieniądze, niż to co widział i przeżył podczas Mojej działalności. Mimo tego w Ogrójcu jeszcze raz dałem mu szansę, nazywając go przyjacielem, niestety to właśnie pocałunkiem przyjaźni i pokoju przypieczętował swój los. Mógł jeszcze przyjść pod Krzyż, paść na kolana, wyrazić swój żal, prosić o zmiłowanie… lecz mimo trzech lat spędzonych przy Moim boku, tak naprawdę nie Mnie nie poznał. Wraz z Moim wyrokiem prysły jego marzenia o dostatnim i bogatym życiu u Mego boku. Tu prawda o tym, z jakiego powodu szedł za Mną, wyszła na światło dzienne. I Piotr – wierny, silny, pewny siebie. Ta jego pewność w pewnym sensie go zgubiła, a już na pewno była nauką na dalsze lata. Wydarzenia z Ogrójca tak nim wstrząsnęły, że wyszło na jaw jego prawdziwe “ja”. Lęk przed śmiercią spowodował że nie przyznał się przed ludźmi do znajomości ze Mną. I jemu dałem szansę, tak jak Judaszowi. Piotr był tak otwarty i szczery w relacji ze Mną, że nie potrzebne były tu słowa które w Ogrójcu skierowałem do Judasza, wystarczył Mój wzrok, aby wszystko zrozumiał, a gdy przypomniał sobie słowa o wyparciu się Mnie. Przez kilka następnych dni wspomnienie tego wieczoru było dla niego torturą i męczarnią, było wyrzutem trawiącym jego serce. Ale on, w przeciwieństwie do Judasza, poznał Mnie, poznał Moje słowa, nie kierowały nim żądza zysku ani chęć wygodnego życia u boku króla, lecz szczera miłość i oddanie. Wyraziła się ona w okrzyku jego duszy: “Panie Ty wszystko wiesz, Ty wiesz że Cię kocham!”.

Synu, ile w tobie jest z postawy Judasza, a ile z Piotra? Czy potrafisz być ze Mną szczery w rozmowie, stawać w prawdzie o sobie i ją przyjmować, czy raczej jesteś skryty, zamknięty a przez to nieszczery, okłamujący samego siebie? Co powoduje że idziesz za Mną – czy jest to miłość gotowa na wszystko, nawet na krzyż, czy kalkulacja zysków i profitów, które mogą stać się twoim udziałem?

Ile w tobie jest z Marii, a ile z Judasza?

W niedzielę stałeś na drodze, którą przejeżdżałem, patrzyłeś jak ludzie ścielą Mi pod nogi swoje płaszcze, gałązki palmowe, jak witają Mnie okrzykami radości. Zadałeś sobie ponownie pytanie, po której stronie stoisz, jaką postawę przyjmujesz wobec Mnie. Zostawiam cię w tym tygodniu właśnie z tym pytaniem, abyś wpatrzony w postacie i sytuacje umiał w nich odnaleźć siebie. Na parę dni przed Swoją męką odwiedziłem Betanię. Przed tym, co Mnie czekało potrzebowałem tak po ludzku odpoczynku, potrzebowałem pobyć wśród przyjaciół którzy Mnie wspierali, a takimi byli Łazarz, Maria i Marta. Oczywiście przebywało tam też sporo osób które przybyły do Jerozolimy na święto Paschy i do Betanii skierowała ich czysta ciekawość ujrzenia wskrzeszonego Łazarza, jak i Mnie o którym tyle różnych rzeczy słyszeli. Zamknij oczy, otwórz serce i powiedz Mi co ciebie tu sprowadza, czy chęć bycia mi przyjacielem, szczerym, oddanym jak rodzeństwo z Betanii, czy zwykła ludzka ciekawość, chęć ujrzenia cudu i cudotwórcy?

Spójrz na Marię i na Judasza.
Maria kochająca, cicha, oddana Mi, jestem dla niej, szczególnie w tej chwili, najważniejszy. Bierze flakonik najdroższego balsamu aby Mnie namaścić. Nie obchodzą jej inni, nie obchodzi jej co mówić będą, nie obchodzi jej cena wonności, liczę się tylko Ja. Ludzie obok jakby nie istnieli, jakby ich tu nie było, przylgnęła do Mnie z miłością namaszczając mi stopy i wycierając je własnymi włosami.
Judasz jeden z dwunastu, wybrany i powołany przeze Mnie, lecz jakże bardzo zwiedziony; już wtedy dawał posłuch podszeptom złego ducha. Jest on jednym z najbardziej oburzonych na to “marnotrawstwo”. Nie tylko oburzony jest na Marię, ale również na Mnie, że pozwoliłem jej na to.

Synu, ile w tobie jest z Marii, a ile z Judasza? Maria to otwarta dłoń, Judasz zaciśnięta pięść. Milczenie i otwarta dłoń Marii mówią więcej, niż podniesiony głos i zaciśnięta pięść Judasza. Przekładając to na twoją codzienność – Maria milczy, nie skąpi niczego, bo nic nie jest tak ważne jak Ja obecny w drugim człowieku, Judasz tylko mówi i oburza się, lecz zaciśnięta pięść skąpca nie pozwala mu na okazanie miłości drugiemu człowiekowi.

Jestem czy byłem?

Dziś znowu chcę ci pokazać dwa rodzaje ludzi. Jedni to ci, dla których jestem, drudzy to ci, dla których byłem. Ci, dla których jestem to ci, którzy wierzą i pragną abym był obecny w ich codziennym życiu. Dzień zaczynają ze Mną i ze Mną go kończą. W ciągu dnia szukają Mojej obecności, starają się trwać w niej. Biorą swój krzyż i Mnie naśladują we wszystkim szukając Mojej świętej woli. Karmiąc się Moim Słowem i Ciałem żyją Mną na co dzień. Dla tych, dla których byłem, jestem tylko postacią historyczną, tradycją, przyzwyczajeniem. Interesują się Mną jedynie od wielkiego święta, ale to wypływa też jedynie z tradycji, przyzwyczajenia. Żyją własnym życiem o Mnie przypominając sobie chwilowo, gdy dotknie ich lub bliskich jakieś nieszczęście. Ale to, że dla nich byłem, nie oznacza, iż tak jest, tak naprawdę jestem i dla nich rzeczywisty, obecny w ich życiu, czekając tylko na zaproszenie, na otwarcie drzwi serca, na słowo przyzwolenia, abym mógł wejść, dotknąć ich serc, pokazać jak bardzo ich kocham i jak bardzo Mi na nich zależy. Przyszedłem na ten świat aby zgromadzić ludzi w jedno, aby byli jedno ze Mną, jak Ja jedno jestem z Ojcem. Rzekłem, że kiedy nad ziemię zostanę wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. I pragnę to czynić każdego dnia bez wyjątku, tak jak za każdego bez wyjątku życie swoje ofiarowałem. Mój Krzyż to nie tylko ołtarz ofiarny, na którym tego dokonałem, on łączy ziemię z niebem, a moje rozpostarte ramiona zapraszają wszystkich, one wszystkich ze sobą pragną łączyć w Moim Sercu, które po to zostało włócznią otwarte. Lepiej, aby jeden człowiek zginął za lud, niż cały naród miałby zginąć. Te słowa Kajfasza dotyczą każdego człowieka, także tego współczesnego tobie.
Czy dla ciebie jestem, czy byłem? Czy dajesz mi przestrzeń, abym mógł działać tu i teraz w twojej codzienności, czy może postrzegasz Mnie jako kogoś, Kto dwa tysiące lat temu żył, umarł i zmartwychwstał, i od dwóch tysięcy lat siedzi bezczynnie w Niebie czekając na koniec świata?

Nie wahaj się, nie wątp, wierz i kochaj!

Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. A ty za kogo Mnie uważasz? Miałeś dziś chwilę zawahania, czy rzeczywiście postacie starotestamentalne są Moimi figurami? Otóż zapewniam cię, że tak. Ja jestem dobrym Pasterzem, Abel również był pasterzem, Ja przelałem niewinnie swoją krew zamordowany przez swoich braci, tak samo jak Abel który stał się niewinną ofiarą zazdrości swego brata. Ja jestem kapłanem na wzór Melchizedeka, Ja jestem barankiem złożonym w ofierze przez Abrachama, jestem w Izaaku synem składanym w ofierze. Jak Józef został zdradzony i sprzedany w niewolę, tak i Ja zdradzony i sprzedany zostałem. W Mojżeszu wyprowadziłem cię z niewoli, a krew baranka to Moja krew przelana, abyś ty mógł żyć. Tak, jak Jonasz przebywał we wnętrzu ryby, tak i ja trzy dni przebywałem we wnętrzu ziemi. O Mnie mówili i pisali prorocy. Ja jestem Emmanuelem czyli Bogiem z wami, Ja jestem Słowem, o którym czytasz, że było na początku u Boga i było Bogiem, że dało początek wszystkiemu co, istnieje. Ja Jestem Ojca Synem umiłowanym, w którym Ojciec ma upodobanie. Na Moich barkach spoczęła władza królewska, która trwać będzie na wieki. Synu, Pismo to nie tylko wymiar widoczny czy materialny, to również wymiar wewnętrzny, duchowy, i on o Mnie mówi najwięcej. Wiedzieli o tym dobrze faryzeusze i uczeni w Piśmie i dlatego według nich bluźniłem mieniąc się równym Bogu, mieniąc się samym Bogiem. Synu, dana Mi została wszelka władza na niebie i ziemi, na Moje imię zgina się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych, bo nie ma zbawienia w żadnym innym imieniu, jak tylko w Moim. Dlatego nie wahaj się, nie wątp, wierz i kochaj!

Pytasz “jak trwać?”

Jeśli zachowasz Moje słowa, jeśli będziesz w nich trwał, nie zaznasz śmierci na wieki. Trwać w Mojej nauce, to nie zmieniać jej pod wpływem chwili czy mody. Zachowując Moją naukę trwasz w świetle, a sam znasz wartość Światła. Chodząc w Świetle trudno jest się potknąć czy upaść, trudno również zbłądzić. Trwać w Świetle to trwać w Mojej obecności. Pytasz “jak trwać?” – rozmyślaj o Mnie, o potędze Mojej miłości dniem i nocą. Zawsze szukaj Mojego oblicza obok siebie. Rozpamiętuj Moje cuda, znaki które czyniłem, rozmyślaj o słowach, które wypowiadałem. Dzięki temu będziesz trwał we Mnie. Roślina, aby rosnąć, najbardziej potrzebuje światła i wody. Ja jestem wszystkim, czego ci potrzeba, aby wzrastać. Jestem twoim Stwórcą, wierzysz w to? Czy tak, jak ówcześni Izraelici, widzisz we Mnie tylko człowieka? Ja jestem Słowem, przez które wszystko się stało. Ja jestem alfa i omega, początek i koniec. Ja jestem, po tych słowach Żydzi chcieli porwać się z kamieniami na Mnie. Ja jestem, na te słowa Sanhedryn zarzucił Mi bluźnierstwo. Ja jestem, na te słowa zbrojna zgraja w Getsemani padła na kolana. Ja jestem, zanim Abraham stał się. Ja jestem, wierzysz w to? Jeśli tak, trwaj we Mnie, a ja w tobie trwać będę.

Chleba czy igrzysk?

Chleba i igrzysk. Słowa nad którymi dziś rozmyślałeś i które nie za bardzo umiałeś zestawić z dzisiejszym Słowem. No bo jak słowa, które kojarzone są z rzymianami, mogą obrazować to, co chcę ci dziś pokazać. A obrazują one dwie postawy człowieka. Zostałem wśród ludzi jako Chleb Żywy i w Swoim Słowie. Żyjąc nim, żyjesz Mną, trwasz w Mojej nauce, poznajesz prawdę, która cię wyzwala. Stajesz się wolnym człowiekiem, wszystko możesz we Mnie, który cię umacniam. Otwierasz oczy na Prawdę, na piękno tego świata – piękno stworzenia. Stajesz się człowiekiem radosnym, pełnym życia. Pragniesz Chleba, który ci to wszystko zapewnia, a którym Ja jestem. Człowiek pragnący igrzysk to człowiek który nie chce Mnie słuchać, ani znać, mający swoją własną drogę, mówiący jak ludzie, o których dziś czytasz “jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę”. A tak naprawdę jesteś człowiekiem zniewolonym przez własny grzech. Szukasz przyjemności ziemskich, materialnych, które dają ci tylko chwilową radość, a w rzeczywistości napełniają cię straszliwa pustką. Stajesz się niewolnikiem własnych nałogów. Szukając namiastki radości stwarzasz sobie swego boga, którym jest telewizja, alkohol, narkotyki. Wydaje ci się, że jesteś wolny, a w rzeczywistości jest to iluzją i kłamstwem tego, który prowadzi cię swoimi drogami. Są to igrzyska, które nie dadzą ci tego, co daje ci Chleb. Trwaj w Mojej nauce, trwaj tak, jak owi młodzieńcy, którzy woleli piec ognisty, niż krótka chwilę radości, bardziej wolnymi czując się w połomieniach, niż będąc ziewolonymi oddając pokłon bóstwom.

Czym jest dla ciebie znak krzyża?

Synowie Izraela wędrujący przez pustynię po raz kolejny stracili cierpliwość narzekając na Boga i na Mojżesza, który ich prowadził. Dlatego dane im zostały węże o jadzie palącym przez które duża część ludności zmarła. Przyszli więc do Mojżesza szukając ratunku u Boga. Umieścił wtedy węża na wysokim palu, każdy ukąszony gdy na niego spojrzał, zostawał przy życiu. Synu, to o czym dziś mówię obrazuje to, co Mnie niedługo czeka. Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak i Ja wywyższony zostanę ponad ziemię. Jak Izraelici ratunek w tym znaku mieli, tak i ty w tym znaku, który zostawiam, ratunku i wybawienia szukaj. Dziś zostawiam cię z pytaniem, czym jest dla ciebie znak krzyża? Czy jest dla ciebie znakiem zwycięstwa i zbawienia, czy tylko zwykłym krzyżem mijanym po drodze? Czy jest dla ciebie znakiem Mojej Miłości, który pomoże ci znieść wszelkie cierpienie, i który stanie się twoim odpocznieniem? Cierp ze Mną przytulając się do Mego krzyża ilekroć przygniecie cię ból fizyczny lub duchowy. Odpoczywaj w jego cieniu adorując go w ciszy. Izraelici zdrowieli, gdy tylko spojrzeli na miedzianego węża. A tu jest coś więcej, niż wąż. Czy jesteś w pracy, czy w domu, czy w drodze, naprawdę nie potrzeba dużo. Jedno spojrzenie, westchnienie serca, wzrok na chwilę na Mnie zatrzymany. To jest to, co w twojej często zabieganej codzienności pozwoli ci trwać w Mojej obecności. Kiedy życie cię przytłacza i padasz z bólu, kiedy nie masz ochoty na nic, spójrz na Mnie, na Moje rozpięte ramiona i przytul się, choćby wzrokiem, choćby na chwilę, a znajdziesz ukojenie dla swojej duszy kąsanej palącym jadem życiowych przeciwności.