Oczy

W poszumie wiatru przychodzisz Boże
w blasku słonecznym i kropelki rosie
przychodzisz w ciszy i w ciszy przemawiasz
schylasz się ku mnie, podnosisz i zbawiasz

Gdy pochylony dłoni mych dotykasz
a żar Twej miłości serce me przenika
w duszy się rodzi gwałtowne wołanie
całego wypełnij mnie Twym Duchem, Panie!

Niech Nim napełniony podążam za Tobą
bez trwogi i strachu przed daleką drogą
gdzie Duch Twój prowadzi mnie często w nieznane
oczekując tylko na serce oddane

Wstanę i pójdę wszędzie gdzie mnie poślesz
z sercem oddanym, ufającym Tobie
bo kiedy wziąłeś w Swoje dłonie moje
to zanurzyłeś mnie całego w Sobie

W ożywczej wodzie życia zanurzony
ogniem miłości Twojej rozpalony
o jeszcze jedno tylko Cię poproszę
zanim w dalszą wędrówkę wyruszę

Pragnę Cię prosić o Twe oczy Panie
otwarte na każdego serca zawołanie
o Twoje Serce ogniem gorejące
z miłości do mnie na krzyżu konające

Pragnę Cię prosić o Twe stopy Panie
idące tam skąd słychać wołanie
o Twoje dłonie, ramiona otwarte
o uszy słyszące i radość, i skargę

Tak zaopatrzony ruszam w dalszą drogę
nie patrząc na kłody i na niepogodę
nie bacząc, co na niej ze mną się stanie
bo wiem że jesteś cały we mnie, Panie…

Światło

Panie mój, mijają kolejne dni, każdego dnia masz nowe Słowo, a ja jakbym stanął w miejscu przysłuchując się w dalszym ciągu Twojej rozmowie z Nikodemem. Noc i dzień, światłość i ciemność, życie i śmierć. Mówisz, że sąd polega na tym, iż światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, aniżeli światło, bo złe były ich uczynki. Rozumiem to tak: mimo tego, że się chowamy przed tym światłem, w dniu sądu, chcąc nie chcąc, w jego blasku staniemy, i wszystko co ukryte, co staramy się chować, nagle widocznym dla każdego się stanie. Staniemy w tym świetle w całej prawdzie o sobie samych.

Synu, każdy kto dopuszcza się w swoim życiu nieprawości nienawidzi światła i nie zbliża się do niego, aby na jaw nie wyszły uczynki jego, lecz nie wie, że nie ma nic zakrytego, co by na jaw nie wyszło. I w dniu onym tak się właśnie stanie, Ja Jestem światłością świata, kto idzie za Mna nie bedzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. Trwasz przy Mojej rozmowie z Nikodemem, bo pragnę byś wpuścił to światło do duszy swojej, abyś pozwolił oświetlić wszystkie jej zakamarki, które jeszcze toną w ciemności i do Mnie nie należą. Weź Ducha Świętego i daj Mu się prowadzić, pozwól, aby oczyścił w tobie wszystko to, co brudne, aby oświetlił i wypalił ogniem miłości to, co ciemne, co do Mnie nie należy. Pamiętaj, że u kresu życia sądzony będziesz z miłości, to ona jawną ukaże całą drogę twego życia.

Odczuwam ten ogień, Panie, oczyszczający mnie i wypalający w duszy to wszystko, co nie jest Twoje, co jest wbrew Twoim przykazaniom, zwłaszcza temu największemu o miłości bliźniego. Skończył się Wielki Post, ale nie skończył się czas współpracy z Tobą i pracy nad sobą, a zmartwychwstanie moje to nie rewolucja, jak u Ciebie, lecz ewolucja trwająca latami. To zmartwychwstanie czasem boli, zwłaszcza jak odziera mnie z mojego “ego”, jak muszę zrobić coś wbrew sobie, swoim myślom, gdy robię coś co w oczach innych może uchodzić za słabość. Ogień ten wcale nie jest miły bo wypalając stawia mnie w prawdzie o sobie samym. Może właśnie dlatego łatwiej jest ukryć się w ciemności i ją umiłować.

Synu, nie możesz iść za Mną, nie kochając. Miłość boli bo wypala, oczyszcza, ale tylko ona upodobni cię do Mnie, kochając, niosąc swój krzyż, masz współuczestnictwo ze Mną. Gdybyś mówił że masz ze Mną współuczestnictwo, a chodził w ciemności, byłbyś kłamcą i prawdy by w tobie nie było, tak samo, jak gdybyś mówił ludziom, że znasz Mnie, lecz życiem swoim Mnie nie naśladował, byłbyś kłamcą. Chcąc trwać we Mnie musisz postępować tak, jak Ja postępowałem.A to wymaga oczyszczenia zakamarków twojej duszy, twojego serca i wpuszczenia doń światła. Światłem tym jest Moja nauka, Słowo po którego śladach pragniesz iść. Gdybyś mówił że żyjesz w światłości a nienawidził bliźniego dalej trwałbyś w ciemności. Kto swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy.

Jezu, noc i dzień, światłość i ciemność, życie i śmierć. Wybieram światłość, dzień i życie, bo tylko w blasku słońca może się ono rozwijać, wybieram drogę światła, Twoją drogę, Panie. Nie chce miłować ciemności, niecnych uczynków, z którymi chowałbym się w niej przed Tobą.

Zatrzymałem cię dłużej przy Mojej rozmowie z Nikodemem bo pragnę, abyś miłował Mnie –  Światłość tego świata, a nie świat z jego zakusami. Wszystko to, co jest na świecie, co powoduje, że wolisz życie w ciemności, a więc pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha tego świata, nie pochodzą ode Mnie, one kiedyś przeminą wraz ze światem, są one przeciwieństwem miłości. Oddając się im jesteś jak Ewa pod drzewem, ona skuszona światem dostrzegła jego smak, piękno i mądrość, którą może zyskać idąc za tym co świat jej oferuje. Wraz z Adamem wchodzą w ciemność, wychodząc z powrotem do światła dostrzegają że są nadzy, to czeka również ciebie, jeśli poddasz się jego urokowi.

Nie, Panie, za daleko zaszedłem, aby się cofnąć, aby poddać się urokowi świata, aby iść za jego głosem. Wiem, że będzie to droga często pod górkę, pod prąd, pod czujnym okiem prześmiewców różnej maści, którzy dostrzegać będą drzazgi w moich oczach, którzy stać będą z kamieniami w ręku…

Tak, a ty mimo to masz kierować się miłością pamiętając że jest ona cierpliwa, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości lecz współweseli się z prawdą. Miłością, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję i która wszystko przetrzyma, miłością która nigdy nie ustaje, miłością taką, jaką Ja cię ukochałem. Kierując się tym krocz przez życie dobrze czyniąc.

Noc

Jezu, jeszcze nie przebrzmiały radosne dźwięki Wielkiej Nocy, a pokazujesz mi kolejną noc, podczas której spotkałeś się z Nikodemem. Zastanawiałem się dziś, co mnie z nim łączy i jedyne co mi przychodzi na myśl, to nocne spotkania. Może nie te w czasie teraźniejszym, ale te sprzed wielu lat. Ja również, jak on, przychodziłem do Ciebie nocą, i to nie tylko dlatego, że w ciszy mogłem lepiej Cię słyszeć i na spokojnie mówić do Ciebie, ale również dlatego, że wówczas nikt mnie nie widział. Nikodem, jako dostojnik, bał się lub nie chciał, aby go z Tobą kojarzono, u mnie to bardziej był chyba wstyd. Wyszydzana była moja wiara, modlitwa, moja niedzielna Eucharystia, dlatego wołałem mówić do Ciebie pod osłoną nocy.

Synu, Nikodem przychodząc nocą nie chciał utracić reputacji jaką miał, ty przychodziłeś również dlatego, że wtedy miałeś ciszę i spokój, ale czy coś zmieniło się od tego czasu? Wydaje ci się, że chodzisz w świetle, i że w nim ze Mną się spotykasz, ale to do końca nie jest tak. Jeszcze gdzieś w zakamarkach twojej duszy panuje noc i w niej do Mnie przychodzisz. Lecz czego teraz się wstydzisz?  Kto przyzna się do Mnie przed ludźmi, do tego i ja przyznam się przed Ojcem. Przyznajesz się do Mnie oczywiście, ale przed ludźmi wierzącymi i praktykującymi, przed innymi gorzej ci to już wychodzi. Pokazałem ci to dziś na prostym przykładzie, o bzdurnych rzeczach rozmawiać i żartować potrafisz, ale z niesieniem dobrej nowiny już tak dobrze ci nie idzie.

Panie, mówisz do Nikodema o powtórnych narodzinach, ja chyba jeszcze powtórnie się nie narodziłem, a raczej na pewno jeszcze nie. Panie, teraz to raczej nie wstyd mnie hamuje, a grzech. Brakuje mi miłości i gorliwości pierwszych uczniów, brakuje mi wiary i miłości Marii, Piotra i innych, którzy nie bacząc na swoje poprzednie, często grzeszne, życie, ani na to, co powiedzą ludzie, zostawili to wszystko i poszli za Tobą tak na serio, na całego, świadcząc nie tylko słowem, ale i swoim życiem.

Synu, narodzić się powtórnie, to dać się porwać Duchowi Świętemu, który będzie cię upodabniał do Siebie, jak dziecko urodzone z ciała upodabnia się do rodziców, tak i narodzony z Ducha do Ducha się upodabnia. Pozwól  Mu się prowadzić, przemieniać, stań się dzieckiem Bożym. A dziecko jest szczere, bezpośrednie, proste. Nie przychodź do Mnie w nocy, przychodź za dnia, stawiaj światło swojej lampy tak, aby było widoczne dla tych, którzy z ciemności wyjść nie mogą lub nie chcą. Wierzysz we Mnie?  Dziś mówię nie tylko do jedenastu, dziś mówię również do ciebie, głoś Dobrą Nowinę, Ja będę współdziałał z tobą, będę przy Tobie. Nie bądź niedowiarkiem lecz wierzącym!

Rabbuni!

Oto minęły kolejne dni zadumy podczas których miałeś więcej czasu, niż na co dzień, aby zatrzymać się i spojrzeć na swoje życie. Dni, podczas których powinieneś był uśmiercić w sobie to wszystko, co grzeszne, co cię zniewala, co oddala cię ode Mnie. Minął ten czas, którego każdy poranek przybliża cię w sposób szczególny, do poranka Zmartwychwstania. To był również kolejny wielkanocny poranek w twoim życiu, który miał cię nauczyć człowiekiem zmartwychwstania w twojej codzienności. Czy tak się stało? Czy Ja rzeczywiście Zmartwychwstałem i żyję w tobie na co dzień? Każdego dnia spotykasz Mnie żywego, ale jak wyglądają te nasze spotkania? Czy masz w sobie wiarę? 

Panie mój, przez ostatnie dni byłem w myślach przy Tobie. Byłem, gdy zmierzałeś z uczniami do Emaus, byłem nad jeziorem Tyberiadzkim, byłem z Marią i innymi niewiastami przy pustym grobie, byłem wraz z innymi w Wieczerniku, i nie umiałem sobie przypomnieć, w której z tych sytuacji sam spotykam Ciebie. Nie potrafiłem tak w stu procentach znaleźć się w żadnej z nich. Najbliższe memu sercu wydaje się Twoje spotkanie z Marią Magdaleną i jej pełne miłości słowo Rabbuni!, lecz ono również w pełni nie oddaje moich spotkań z Tobą.

Synu, każda z tych sytuacji była inna. Miała swój czas i miejsce. Każda z nich była odzwierciedleniem różnych ludzkich spotkań ze Mną. W twoim życiu te sytuacje często się przeplatają. Oczywiście pragnąc i szukając Mnie znajdujesz, jak Maria, i jak ona rozpoznajesz po głosie. Lecz niestety często na tym poprzestajesz. Brak ci jej miłości i wiary, jej żar, który zajął ją całą po spotkaniu ze Mną, i pozwolił nieść ten ogień innym bez niepotrzebnych pytań, dociekań, zwątpień. Z tymi wątpliwościami jesteś jak uczniowie z Emaus – muszę dać ci się rozpoznać, jak im przy łamaniu chleba; czasem jak Apostołowie w natłoku wydarzeń i myśli oraz w obliczu decyzji, które trzeba podjąć, wolisz myślami odciąć się od tego, co się dzieje i skoncentrować na czymś dobrze znanym – oni dowiedziawszy się, że Zmartwychwstałem, poszli łowić ryby. Mimo, że Mnie spotykasz, to wątpisz. Wtedy jesteś jak Tomasz – nie dotknę, to nie uwierzę. I tym samym potrzebujesz ciągle znaków, potwierdzeń Mojej obecności, działania Mojego Życia w twoim życiu. Kolejny twój poranek, kolejny okres Zmartwychwstania, niech będzie dla ciebie zmartwychwstaniem do życia miłością i wiarą na wzór Marii Magdaleny. 

Jezu, dziękuję Ci za te myśli, którymi dotknąłeś mojego serca. Twoje słowo Mario! przy pustym grobie są także wołaniem mnie po imieniu. Wołaniem do życia Tobą, do ukochania Ciebie, tak jak ona kochała, do ukochania Cię miłością, której wiele darowano.

Tak, Synu, uwierz i ukochaj tak, jak Maria. Ona będąc bogatą w dobra tego świata, wyrzekła się wszystkiego. Nie miała nic, oprócz Mnie. Poproś ją, aby nauczyła cię miłować tak, jak ona umiłowała i wierzyć tak, jak ona wierzyła. Potraktuj to jako zadanie na najbliższy rok, aż do kolejnego poranka Zmartwychwstania. 

Miłujcie się wzajemnie tak jak Ja was umiłowałem…

Miłujcie się wzajemnie tak jak Ja was umiłowałem. W tych ostatnich  godzinach Mego życia pokazuję ci to przez służebną pokorę, Eucharystię i Krzyż. Umyłem uczniom nogi, tak bezinteresownie, nie żądając niczego w zamian, a przecież miałem świadomość że jeden Mnie zdradzi, jeden się zaprze, inni w strachu uciekną, a do końca wytrwa tylko jeden. Chciałem pokazać ci służbę, która wypływa z czystej miłości, chciałem abyś zobaczył, że kochać to służyć. Z miłości też zostałem z tobą w kawałku Chleba, aby być ci pokarmem w drodze do Nieba. Zostałem tak, jak obiecałem, że będę z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata. Dla ciebie też podjąłem się ponieść mękę i śmierć na krzyżu, aby wyzwolić cię z sideł śmierci i ofiarować mieszkanie w domu Ojca. Synu, skup się dziś na ostatnim akcie Mojej miłości – na Krzyżu, który za ciebie – i z tobą – na swoje barki wziąłem. Pytasz: jak ze mną? Otóż wziąłem go z całym ciężarem twoich grzechów i grzechów wszystkich ludzi. W Ogrójcu przechodziłem ogromną walkę, która spowodowała krwawy pot na moich skroniach. Byłem zupełnie sam wobec ogromu tego wszystkiego, co Mnie czekało. Nawet najbliżsi moi uczniowie nie potrafili ze Mną czuwać i znużeni wypadkami ostatnich dni posnęli. Z Ogrójca zaprowadzono Mnie na sąd. Kajfasz, Annasz, Piłat, Herod, wszędzie byłem bity, poniżany, wyszydzany, byłem pośmiewiskiem, którego uwieńczeniem była szyderska korona z cierni i płaszcz szkarłatny. Tłum który jeszcze parę dni temu wołał hosanna teraz krzyczał ukrzyżuj go! Moja droga krzyżowa wśród szyderstw, kpin, plucia, popychania i tylko nieliczni na tej drodze litowali się nade Mną: niewiasty, Weronika, Moja Matka i kobiety które wokół niej były, a także Jan, jedyny uczeń, który dotarł ze Mną aż pod krzyż. Wisząc na krzyżu byłem dalej wyśmiewany, wyszydzany i to nie tylko przez tych którzy, byli obok ale również przez jednego ze skazanych, którego los podzieliłem. Na Mojej drodze był jeszcze Szymon z Cyreny, choć pomógł Mi nieść Mój krzyż przymuszony do tego, przyniosło Mi to chwilową ulgę.

Pokazuję ci to wszystko i mówię o tym, abyś się zastanowił, po której stronie jesteś. Łatwo jest mówić teraz, gdy wiesz Kim jestem, że stoisz po tej właściwej stronie, że jesteś wśród współczujących, że jesteś jak Weronika czy Szymon nie z przymusu, ale dobrowolnie biorący krzyż. Ale czy rzeczywiście tak jest? Przenieśmy się do twojego współczesnego świata. Nagle słyszysz w mediach że pewien człowiek oskarżony jest o straszliwą zbrodnię,  z ekranów wylewają się kalumnie i pomyje na niego, jego czyn wzbudza gniew, nienawiść i odrazę… Mówią że zabił, że zgwałcił, że jest pedofilem. Społeczeństwo domaga się jego głowy. Jest niewinny, niesłusznie oskarżony, ale ty tego nie wiesz. Po której stronie stoisz? Czy widząc go współczułbyś mu? Czy podszedłbyś otrzeć mu twarz, czy byłbyś wtedy pomocnym Szymonem, wystawionym razem z oskarżonym na widok publiczny? Znajomi, rodzina widzieliby cię i może pomyśleliby że jesteś współ skazanym pomocnikiem tego zbrodniarza. A przede wszystkim, czy dopuściłbyś myśl, że jest może niesłusznie oskarżony, a wszystko co słyszałeś to pomówienia i kłamstwa mające zniszczyć niewinnego człowieka, czy raczej po usłyszeniu wieści dołączyłbyś do grona oskarżycieli? Synu o ilu takich przypadkach słyszysz, o ilu ludziach wydajesz wyroki słuchając tylko tego, co mówia inni, jak łatwo ferujesz wyrokami, osądami? Ja jestem w każdym człowieku, kocham nawet tego najgorszego, on do ostatnich chwil ma szansę do Mnie powrócić. Na tym właśnie polega miłość, na tym polega naśladowanie Mnie w mojej miłości do ludzi. Jeśli popełnił ten grzech słuszna go spotka kara, lecz co, jeśli jest niewinny, jak Ja byłem? Czy wtedy nie przykładasz ręki do bicza, którym Mnie smagano, do ciernia który Mnie ranił, do drwin, plucia, przeklinania niewinnego jakim byłem dwa tysiące lat temu i jakim jestem w tym niewinnie oskarżonym człowieku? Cokolwiek uczyniłeś jednemu z tych moich najmniejszych Mnie uczyniłeś, pamiętaj o tym.

copyright

Przyjacielu po coś przyszedł?

Oto dwie kolejne postacie i dwie postawy, na które pragnę abyś zwrócił swą uwagę – Judasz i Piotr. Dwóch przeze Mnie wybranych i powołanych Apostołów. Judasz wydawałoby się cichy i spokojny człowiek, niczym szczególnym się nie wyróżniający, dlatego tak mało widoczny podczas Mojej działalności. Piotr żywiołowy, wszędzie widoczny, trochę narwany, taki trochę choleryk, przeciwieństwo cichego i niewidocznego Judasza. Wspólnym mianownikiem tych dwóch postaci była pycha. Judasz taki cichy, nie rzucający się w oczy, w rzeczywistości był nieszczery, skąpy, zakłamany. O jego nieszczerości względem Mnie podczas ostatniej wieczerzy świadczyły słowa na twarzy naznaczonej lisim uśmieszkiem “czyżbym ja Rabbi?”. I Piotr, nadgorliwy, często szybciej mówił, jak myślał. Jego pycha szła w drugim kierunku: “ja dam radę, ja pójdę z Tobą nawet na krzyż, choćby wszyscy Cię zdradzili, ja Cię nie zdradzę”. Te słowa jednak tchnęły szczerością. Był otwarty, prawdziwy w relacji ze Mną. Niczego nie krył, nie taił, co myślał to Mi mówił, nie zamykał się przede Mną, jak Judasz.

Te postacie i ich postawa najbardziej widoczne były podczas ostatnich dni Mojej ziemskiej działalności. Oto Judasz zdziwiony podczas wieczerzy, że o nim mogłem pomyśleć jako o zdrajcy wstał od stołu i poszedł zrobić to czego, przed chwilą się zarzekł. Za trzydzieści srebrników zdradził Mnie nie patrząc na przeżyte wspólnie lata spędzone na wędrówce. Ważniejsze były Mu pieniądze, niż to co widział i przeżył podczas Mojej działalności. Mimo tego w Ogrójcu jeszcze raz dałem mu szansę, nazywając go przyjacielem, niestety to właśnie pocałunkiem przyjaźni i pokoju przypieczętował swój los. Mógł jeszcze przyjść pod Krzyż, paść na kolana, wyrazić swój żal, prosić o zmiłowanie… lecz mimo trzech lat spędzonych przy Moim boku, tak naprawdę nie Mnie nie poznał. Wraz z Moim wyrokiem prysły jego marzenia o dostatnim i bogatym życiu u Mego boku. Tu prawda o tym, z jakiego powodu szedł za Mną, wyszła na światło dzienne. I Piotr – wierny, silny, pewny siebie. Ta jego pewność w pewnym sensie go zgubiła, a już na pewno była nauką na dalsze lata. Wydarzenia z Ogrójca tak nim wstrząsnęły, że wyszło na jaw jego prawdziwe “ja”. Lęk przed śmiercią spowodował że nie przyznał się przed ludźmi do znajomości ze Mną. I jemu dałem szansę, tak jak Judaszowi. Piotr był tak otwarty i szczery w relacji ze Mną, że nie potrzebne były tu słowa które w Ogrójcu skierowałem do Judasza, wystarczył Mój wzrok, aby wszystko zrozumiał, a gdy przypomniał sobie słowa o wyparciu się Mnie. Przez kilka następnych dni wspomnienie tego wieczoru było dla niego torturą i męczarnią, było wyrzutem trawiącym jego serce. Ale on, w przeciwieństwie do Judasza, poznał Mnie, poznał Moje słowa, nie kierowały nim żądza zysku ani chęć wygodnego życia u boku króla, lecz szczera miłość i oddanie. Wyraziła się ona w okrzyku jego duszy: “Panie Ty wszystko wiesz, Ty wiesz że Cię kocham!”.

Synu, ile w tobie jest z postawy Judasza, a ile z Piotra? Czy potrafisz być ze Mną szczery w rozmowie, stawać w prawdzie o sobie i ją przyjmować, czy raczej jesteś skryty, zamknięty a przez to nieszczery, okłamujący samego siebie? Co powoduje że idziesz za Mną – czy jest to miłość gotowa na wszystko, nawet na krzyż, czy kalkulacja zysków i profitów, które mogą stać się twoim udziałem?

Ile w tobie jest z Marii, a ile z Judasza?

W niedzielę stałeś na drodze, którą przejeżdżałem, patrzyłeś jak ludzie ścielą Mi pod nogi swoje płaszcze, gałązki palmowe, jak witają Mnie okrzykami radości. Zadałeś sobie ponownie pytanie, po której stronie stoisz, jaką postawę przyjmujesz wobec Mnie. Zostawiam cię w tym tygodniu właśnie z tym pytaniem, abyś wpatrzony w postacie i sytuacje umiał w nich odnaleźć siebie. Na parę dni przed Swoją męką odwiedziłem Betanię. Przed tym, co Mnie czekało potrzebowałem tak po ludzku odpoczynku, potrzebowałem pobyć wśród przyjaciół którzy Mnie wspierali, a takimi byli Łazarz, Maria i Marta. Oczywiście przebywało tam też sporo osób które przybyły do Jerozolimy na święto Paschy i do Betanii skierowała ich czysta ciekawość ujrzenia wskrzeszonego Łazarza, jak i Mnie o którym tyle różnych rzeczy słyszeli. Zamknij oczy, otwórz serce i powiedz Mi co ciebie tu sprowadza, czy chęć bycia mi przyjacielem, szczerym, oddanym jak rodzeństwo z Betanii, czy zwykła ludzka ciekawość, chęć ujrzenia cudu i cudotwórcy?

Spójrz na Marię i na Judasza.
Maria kochająca, cicha, oddana Mi, jestem dla niej, szczególnie w tej chwili, najważniejszy. Bierze flakonik najdroższego balsamu aby Mnie namaścić. Nie obchodzą jej inni, nie obchodzi jej co mówić będą, nie obchodzi jej cena wonności, liczę się tylko Ja. Ludzie obok jakby nie istnieli, jakby ich tu nie było, przylgnęła do Mnie z miłością namaszczając mi stopy i wycierając je własnymi włosami.
Judasz jeden z dwunastu, wybrany i powołany przeze Mnie, lecz jakże bardzo zwiedziony; już wtedy dawał posłuch podszeptom złego ducha. Jest on jednym z najbardziej oburzonych na to “marnotrawstwo”. Nie tylko oburzony jest na Marię, ale również na Mnie, że pozwoliłem jej na to.

Synu, ile w tobie jest z Marii, a ile z Judasza? Maria to otwarta dłoń, Judasz zaciśnięta pięść. Milczenie i otwarta dłoń Marii mówią więcej, niż podniesiony głos i zaciśnięta pięść Judasza. Przekładając to na twoją codzienność – Maria milczy, nie skąpi niczego, bo nic nie jest tak ważne jak Ja obecny w drugim człowieku, Judasz tylko mówi i oburza się, lecz zaciśnięta pięść skąpca nie pozwala mu na okazanie miłości drugiemu człowiekowi.