Wystaw się na działanie Mojej miłości w swej duszy…

Boże mój, Boże, szukam Ciebie *
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą, *
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.
Psalm 63

Wczorajsze wspomnienie św. Marii Magdaleny i dzisiejsze przypowieści o Królestwie Bożym nurtują dziś moje serce, orbitują one wokół mego serca, jak księżyce wokół macierzystej planety. Panie Jezu, oto pragnę stanąć przy Tobie nauczającego nad brzegiem jeziora jak i w pobliżu grobu, gdy na Twoje “Mario” fala szczęścia i miłości zalała serce tej młodej kobiety. Pragnę wsłuchać się w Ciebie i rozważać to, o czym chcesz mi powiedzieć.

Synu, Maria jest ci przykładem tej, która bardzo umiłowała, której wiele darowano. Była przy Mnie do końca współ-cierpiąc wraz z Moją Matką pod krzyżem, pośród ciemności gdy zdać się mogło, że wszystko stracone, jej dusza tęskniła za swoim Bogiem, tęskniła jak spieczona ziemia za wodą, jak duszący się człowiek za haustem powietrza; wołała za swoim Umiłowanym, który się ukrył w ciemnościach, ją zostawiając samą. Była tą, która w niedzielny poranek spieszyła z wonnościami do grobu i która ujrzawszy Mnie, stała się pierwszą apostołką radosnej nowiny o Zmartwychwstaniu. Była czystą rolą, która obsiano i która miała wydać plon obfity w swoim czasie. Ale nieprzyjaciel posiał między to ziarno nasiona chwastów, które miały zagłuszyć i zniszczyć dobre ziarno. Tak samo jest z twoim sercem, ziarno wsiane zostało w czystą zdrową glebę, niestety przyszedł nieprzyjaciel, który zasiał chwasty w twoim sercu. Rosły one razem ze sobą, a Ja nie wyrywałem ich, aby nie uszkodzić dobrych roślin. Tak jak u Marii, tak u ciebie, do pewnego momentu pozwoliłem im rosnąć razem.

Panie, w swojej przypowieści mówisz o żniwach, że wówczas to chwasty związane pójdą w ogień, zaś pszenica do Twoich spichlerzy. Byłem pewny, że to stanie się przy Sądzie, gdy oddzielisz dobre ziarno od plew. Jaki więc w życiu Marii, czy moim, był ten odpowiedni czas, czas żniw?

Tym momentem, synu, było spotkanie Mnie. Każdemu, kogo nawracałem do siebie, mówiłem “idź i nie grzesz więcej”, Maria Magdalena bez namysłu zostawiła swoje dotychczasowe życie i poszła za Mną, nie oglądając się wstecz. Dla prawdziwej Miłości zostawiła to, co było tylko jej szyderczym odbiciem, wystawiając się na działanie Jej promieni pozwoliła na dojrzewanie dobrego ziarna i na niszczenie chwastów. Maria została niemal natychmiast porwana przez Mą miłość, zostawiła dla niej wszystko, zwłaszcza swój grzech, pokochała miłością szczerą, prawdziwą, bezinteresowną, nie obłudną. Miłością, która dała jej siłę stać pod krzyżem i przetrwać cały mrok Mojej męki, śmierci i tych godzin poprzedzających poranek Zmartwychwstania. Z tobą jest całkiem inaczej. Spotkałeś Mnie, ale nie dałeś się porwać jak Maria, Twoje pole obok dobrego ziarna rodzi jeszcze wiele chwastów. Zawołałem cię po imieniu jak ją, ale choć odpowiedziałeś jak ona “Rabbuni”, to nie potrafisz jak ona zerwać z przeszłością, zerwać z grzechem. I tobie wiele darowałem, i takiej miłości oraz oddania, jak to widzisz u Marii, od ciebie pragnę i żądam. Wystaw się na działanie Mojej miłości w swej duszy, daj, aby nadszedł dla niej czas rozwoju i niszczenia – rozwoju tego co piękne, niszczenia tego wszystkiego, co symbolizują chwasty. Nie bez przyczyny wskazuję ci na Marię i mówię dziś w przypowieściach. Wymagam od ciebie radykalizmu, oddania i miłości, jaką miała Maria, aby Me Królestwo mogło rozrastać się w twoim sercu, domu, otoczeniu; miłości, która jest jak ziarnko gorczycy, jak zaczyn, który całe ciasto zakwasza. Z czegoś maleńkiego, niepozornego, staje się skałą, o którą rozbijają się potężne fale. Maria, która była pod władzą siedmiu złych duchów, staje się Apostołką Apostołów, tą, która pierwsza zaniosła dobrą nowinę o Moim Zmartwychwstaniu.

Panie całe dzisiejsze i wczorajsze rozmyślanie pragnę zakończyć słowami Pieśni nad Pieśniami – połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak otchłań; żar jej to żar ognia, płomień Pana. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko (Pnp 8,6-7).

Maria za Miłość oddała wszystko, całe swoje życie, jeśli ta miłość ma stać się w mym sercu zaczynem, ziarnkiem, które pozwoli rozrosnąć się olbrzymiemu drzewu Twojego Królestwa, mój Boże, to niech tak się stanie, bądź wola Twoja. Amen!

Advertisements

Codziennie posyłany jesteś jak owca między wilki….

Oto Cię was posyłam jak owcĘ między wilki.
Bądź  więc roztropny jak wąż, a nieskazitelni jak gołęb!

Synu każdego dnia od nowa zaczynasz swoją drogę, stając pod Moim sztandarem decydujesz się na walkę, wybierając Mnie często zmuszony jesteś przeciwstawiać się światu, jego modom, zachowaniom, dążeniom. Codziennie posyłany jesteś jak owca między wilki. Dlatego musisz być roztropny i nieskazitelny. Być roztropnym to pamiętać o przeszłości i umieć z niej wyciągać wnioski, patrzeć na rzeczywistość w Moim Świetle. Czasami widzisz tylko to, co chciałbyś widzieć, a nie potrafisz dojrzeć tego, czego z lęku albo wstydu wolałbyś nie widzieć. Być roztropnym, to znaczy być otwartym na pouczenia innych ludzi, aby usłyszeć to, co ktoś chce ci powiedzieć i abyś umiał wyciągać z tego wnioski. To umiejętność rozeznawania przyczyn różnych zdarzeń i zdrowy osąd rzeczywistości, umiejętność przewidywania, zapobiegliwość. Musisz być jak wąż, który na terenie, którego nie zna, bada swoje otoczenie ostrożnie i ze szczególną uwagą, aby w razie zagrożenia móc natychmiast uciec. Ale aby osiągnąć tę cnotę musisz być nieskazitelny jak gołąb, czyli czysty i prosty. Twoja wiara, droga za Mną, ma być bez obłudy, bez szukania własnych korzyści, własnego ja. Tylko wtedy dasz się prowadzić Mojemu Duchowi, i tylko wtedy z Pasterzem u boku przetrwasz między wilkami. Tylko wtedy gdy będą cię prześladować, Ja będę z tobą i przy tobie, i Ja będę mówił za ciebie.

Synu “«Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa – jak jego pan. Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, to o ileż bardziej nazwą tak jego domowników. Nie bójcie się więc ich! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie». (Mt 10, 24-33)

Jezu, jakże wielu troszczy się o własne ciało, o swój wygląd, a jak niewielu martwi się swoją duszą. Ty zaś przestrzegasz mnie nie przed tym, co duszę i ciało może zatracić w piekle. Jezu, jakże osądy człowieka są nieraz osczercze i niesprawiedliwe. Ale Ty przechodziłeś przez to samo, wiec i ja idąc za Tobą wolny od tego nie będę. Jezu, mogę być wyzywany, oczerniany, pomawiany podobnie jak Ty , naucz mnie jednak, aby nie liczyła się ludzka opinia, lecz prawda skrywana w sercu, którą tylko Ty znasz. Kiedyś w rozmowie ktoś mi zwrócił uwagę, że to się tylko tak mówi, iż jesteś obok, że człowiek stara się być uczciwym ze względu na Ciebie. Ja jednak mam w pamięci inne słowa, te, które spisane są w Dziejach Apostolskich dotyczące Ananiasza i Safiry, oni to kłamiąc, nie ludziom sklamali, lecz samemu Bogu. Dlatego pragnę mieć stale na uwadze Ciebie i Twoje polecenia, a nie to, co ludzie mówią. Chcę żyć w Prawdzie i w Świetle ze względu na Ciebie, na to, że za Tobą podążam, ze względu na to Że jestem dzieckiem Bożym. Niech żadne ludzkie słowo nie obedrze mnie z godności, jaką mam w oczach Twoich. Nie zaprę się Ciebie, mój Panie, nie mogę, bo patrząc w swoją przeszłość musiałbym zapomnieć o wszystkim, co dla mnie zrobiłeś, musiałbym zapomnieć o Twojej obecności i działaniu w moim życiu, o Twoim prowadzeniu, opiece, ratowaniu niejednokrotnie zdrowia i życia. Zapierając się i mówiąc. jak Piotr “nie znam tego człowieka”. okłamywałbym świadomie siebie samego. raniąc przy tym Twoje Serce, nie daj. Panie. aby to przyszło kiedykolwiek na mnie.

Moim powołaniem jest trwać przy Tobie…

Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził… (Mt 10, 1-7)

Synu, tak jak przywołałem do siebie dwunastu oraz wielu innych, którzy poszli za Mną, tak i ciebie wezwałem po imieniu. Przyszedłem pod twój dach, jak do Zacheusza w gościnę, mówiąc: pójdź za Mną.  Dawałem ci siłę i moc do codziennej wędrówki, do wewnętrznej walki, do tego, aby stawać po Mojej stronie; aby pragnąć Mnie, życia ze Mną i dla Mnie.  

Tak, Panie, pamiętam tę chwilę, jakby to było wczoraj, a było to tak dawno temu. Nie miałem łatwej drogi, i gdyby nie Twoja łaska, i nie to, że miałeś swoje plany względem mnie, moje życie potoczyłoby się zgoła inaczej, może daleko byłbym od Ciebie, a może dopiero teraz bym Cię poznawał. Dziękuję Ci za to wszystko, za powołanie, za Twoją obecność w moim życiu. Dziękuje Ci, ale również się boję. Powiedziałeś kiedyś, że komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Nie boję się jednak, że dużo będziesz wymagał – boję się straconych chwil, natchnień, momentów, w których mniej lub bardziej świadomie odchodziłem od Ciebie, gdy zapierałem się, jak Piotr przed ludźmi.

Synu, trwaj przy Mnie, nie grzesz, żyj Moim Słowem na co dzień. Nie wymagam od ciebie rzeczy wielkich, lecz życia w Mojej obecności każdego dnia. Niech nasza bliska więź będzie świadectwem dla innych, że Ja jestem żywy i obecny w życiu każdego człowieka. Proś każdego dnia o Mojego Ducha i Jego owoce, a miłość, pokój, radość udzielane tobie promieniować beda wokół ciebie. Darmo otrzymałeś, darmo dawaj, nie oczekując nic w zamian.

Jezu, moim powołaniem jest trwać przy Tobie, w Twojej obecności każdego dnia, kochać cię każdą chwilą, stworzyć w mym sercu Betanię, gdzie byłeś zawsze mile widziany, gdzie mogłeś odpocząć, gdzie miałeś przyjaciół, którzy kochali cię szczerze i których Ty mocno miłowałeś. To życie duchem Marii i Marty, czyli modlitwą i pracą w prostocie serca. To miłowanie Cię w drugim człowieku i służenie Tobie w nim, to codzienne branie swego krzyża, czyli tego, co przynosi dany dzień i kroczenie za Tobą, to zbieranie, łączenie i ofiarowanie Tobie każdej chwili dnia. Panie, to są zadania, które stawiasz przede mną i które pragnę realizować z miłości i wdzięczności ku Tobie.

Synu kroczenie za Mną nie zawsze bedzie pasmem sukcesów, słodyczy duchowych, uniesień radości. Kroczenie za Mną, to również często niezrozumienie, odrzucenie, obmowa. Codzienne kroczenie za Mną to nie tylko słoneczne i pogodne dni, ale to również te ciemne, burzowe, to płynięcie pod prąd ludzkich opini, zachowań, zwłaszcza tych niechętnych tobie, niesprawiedliwych, oszczerczych, tylko dlatego, że inaczej myślisz, inaczej uważasz, inaczej żyjesz, mając Mnie na uwadze i na pierwszym miejscu w swym życiu. Nie przejmuj się nimi i nie skupiaj na nich, strzepnij je jak proch i kurz ze swoich butów. Trwaj we Mnie, a Ja będę trwał w Tobie, ufaj Mi i zawierz, a nie braknie ci Mojej łaski.

Jezu, dziękując za Twoją obecność w moim życiu, za to, że zawołałeś mnie po imieniu i pozwoliłeś iść za Sobą, dziękując za powołanie, pragnę z głębi serca wyznać, że w Tobie ja żyję, w Tobie umieram, cały Twój jestem teraz i na wieki… Amen!

copyright

Czy rzeczywiście opuściłem wszystko dla Ciebie, Panie?

Panie «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?».
Mt 19, 27

Stań pod Mym krzyżem, spójrz na Mnie i w sercu zadaj sobie to pytanie, czy rzeczywiście opuściłeś wszystko dla Mnie? Czy we wszystkim co czynisz, w całej twojej drodze, Ja jestem rzeczywistym punktem odniesienia? Czy Jestem na pierwszym miejscu w twoim życiu?

Czy rzeczywiście opuściłem wszystko dla Ciebie? Jezu skłamałbym, jeśli powiedziałbym “tak”. Bo choć jesteś ważniejszy dla mnie, niż moja rodzina, znajomi, ich opinia czy zdanie, to jednak są rzeczy, których jeszcze nie opuściłem. Te rzeczy, których nie opuściłem, a które przysłaniają mi Ciebie, to moje wady, grzechy powstrzymujące moje kroki, moje “ja”, które tak często gra pierwsze skrzypce. Często nie potrafię opuścić swojego zdania, sposobu myślenia w codziennych relacjach, czy to w pracy czy w domu. Wydaje mi się, że idę za Tobą, a w rzeczywistości jestem jak ów bogaty młodzieniec, któremu ciężko było zostawić to co posiadał, lub jak ów człowiek stający za pługiem, lecz wstecz się oglądający. Ale wiem, że tylko z Tobą dam radę to zmienić, że Twoja łaska pomoże mi opuścić to, co kryje się w moim wnętrzu i czego nie potrafię zostawić, aby iść zupełnie wolnym za Tobą.

Synu każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy, wierzysz w to?

Tak Panie, wierzę. Choć trudno jest to pojąć, słowa te mogą wydawać się wręcz nieludzkie, bo jak można zostawić, czy wręcz mieć w nienawiści tych, których kochamy. Ale one są nieludzkie dla kogoś, kto Ciebie nie spotkał, nie zna, nie poczuł miłosnej obecności. Jeśli jesteś obecny w życiu, jeśli żyje się Tobą na co dzień, (mimo upadków) to jest to jak opuszczenie Ciebie dla Ciebie. Bo idąc za Tobą, naśladując czasem nieudolnie swoim życiem, kochając Ciebie uczę, się tak naprawdę kochać bliskich, rodzinę, przyjaciół i w końcu wrogów. Idąc za Tobą te osoby dzięki Tobie stają mi się jeszcze bliższe niż dotychczas, bliższe również dlatego że dostrzegam Ciebie w nich, i Ciebie w nich kocham. A idąc za Tobą stokroć więcej otrzymuję braci, sióstr, dzieci, matek, ojców. Pięknym przykładem jest w niektórych zakonach zwracanie się do rodziców współbraci czy współsióstr “mamo”, “tato”, a przecież i ja, starając się Ciebie naśladować, jesteśmy dla siebie braćmi i siostrami. Panie mój już wiem, że jeszcze nie opuściłem wszystkiego, wiem co już dostałem od Ciebie za dotychczasową drogę i wierzę w Twoją obietnicę nagrody wiecznej. Dziękuję Ci za to, że pozwoliłeś mi to dojrzeć, że pokazałeś mi, co mam zwalczać w sobie, że jesteś obecny przy mnie w swoim słowie. Bądź uwielbiony za wszystko co mi dajesz, co spotyka mnie każdego dnia, przyjmij  Panie całą moją wolność, moją codzienność pragnę zostawić naprawdę wszystko i iść za Tobą z zawołaniem naszego świętego papieża “totus Tuus” – całym sobą, każdego dnia, każdą chwilą. Amen!

Wiara

Jezu, dziś stając w Twojej obecności ujrzałem pewnego człowieka zmierzającego do Ciebie, aby prosić Cię o ratunek dla córki. Nie odmówiłeś mu pomocy, lecz udałeś się do jego domu. Po drodze ujrzałem kobietę z którą rozmawiałeś i którą uzdrowiłeś. W końcu gdy dotarliśmy na miejsce do domu, gdzie po ludzku coś już się zakończyło, ujrzałem tłum, który naśmiewał i naigrawał się z Ciebie mówiąc, że dziewczynka już zmarła, że nic tu po Tobie. Ale Ty nie dałeś za wygraną, po usunięciu tłumu wszedłeś do izby, w której leżała dziewczynka, ujmując ją za rękę rzekłeś tylko talitha kum, i na Twoje słowo dziecko otworzyło oczy. Nie widziałem już reakcji zszokowanego tłumu, nie widziałem reakcji rodziców, może dlatego, że na co innego chciałeś zwrócić moją uwagę.

«Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie». (Mt 9, 18)

Synu, dziś chciałem ci pokazać nie tyle ojca proszącego za praktycznie zmarłą już córką, dziś chciałem ci pokazać wiarę człowieka, jaką chciałbym widzieć i u ciebie. Wiarę w to że dla Mnie nie ma nic niemożliwego. To dziecko to Ty, ale to także każdy człowiek, który w oczach ludzi jest już martwy, spisany na straty, tak samo jak to dziecko w oczach sąsiadów i krewnych. Jair to człowiek wiary, który mimo zniechęcających go słów i śmierci, która już stała w progu jego domu, zaufał Mi i prosił za swoim dzieckiem. Ludzie, którzy wręcz wzbraniali Mi zbliżenie się do tego dziecka, to nie tylko ludzie realni, którzy są obok ciebie, którzy zniechęcają cię pokazując, jak Jairowi, bezsens takiej prośby. Ci ludzie, którym wydaje się że jest już martwa, że nie ma dla niej ratunku, że wszystko stracone, to myśli prześmiewcze, szydzące, które wzbraniają Mi dojścia do twego serca. Potrzebny jest wtedy taki “Jair”, który pomoże usunąć to, co przeszkadza Mi w dotarciu do niego.

Chcę ci również pokazać inny przykład pokornej wiary. Oto kobieta kananejska, w oczach wielu nic nie warta, grzeszna, w dodatku nieczysta przez swą chorobę. Oto pojawia się ona w tłumie ludzi raczej jej nieprzyjaznych: jedni się jej brzydzą, inni wytykają palcami, odsuwają od niej. Jeszcze inni są zgorszeni, że ta poganka ośmieliła się wypatrywać ich Rabbiego. Ci ludzie, to realny tłum, ale również symboliczny obraz myśli, słów i podszeptów złego ducha, na przekór którym ona niestrudzenie idzie ku Mnie. Kobieta ta może nie potrzebowała, a może nie miała, swojego “Jaira”, który by za nią Mnie prosił. Miała jedynie wiarę nie zniszczoną przez natrętne myśli, one wręcz nauczyły ją być pokorną. I ta pokora sprawiła, że czując się niegodną zawołać Mnie, uwierzyła, że samo dotknięcie choćby rąbka płaszcza już sprawi cud. Tłum był ogromny, wielu chciało Mnie ujrzeć, dotknąć, ale tylko ta kobieta z taką wiarą to zrobiła. Synu, o jej pokorze świadczą słowa które do niej skierowałem, a na które wielu z was obraziłoby się – jej wiara, jej ufnośc, jej pokora i uniżenie, aż do poziomu szczeniaka żywiącego się okruszynami chleba, ujęło Moje serce.

Synu, nie odmówiłem im pomocy, bo nikomu jej nie odmawiam. Ja jestem dobrym Pasterzem, jestem Tym, Który nie dogasza knota tlącego się ani trzciny nadłamanej nie łamie do końca. Ja spragnionemu daję pić ze źródła Wody Żywej. Mówiąc: przyjdźcie do Mnie wszyscy, mam na myśli rzeczywiście wszystkich, a zwłaszcza tych którzy, źle się mają, tych, którzy w ludzkich osądach lub w swoim myśleniu już są po ludzku spisani na straty. Jak nie odrzuciłem Magdaleny ani Łotra, który obok Mnie wisiał na krzyżu, tak i ciebie nie odrzucam. Ty odrzuć zło i jego uczynki ze swojego życia, zrób mi miejsce w sercu, odrzuć wszystkie myśli złe, które cię powstrzymują, krępują. Nie słuchaj ich, przyjdź do Mnie z wiarą kobiety kananejskiej, z wiarą Jaira. Ja jestem twoją ucieczką i twierdzą warowną, w której znajdziesz schronienie dla swojej duszy.

copyright

Ciało i Duch

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie. 
Mt 11, 28-30

Oto jestem, Panie, staję przed Tobą taki, jaki jestem z wszystkimi moimi wadami i zaletami. Staję przed Tobą z moją codziennością i z tym wszystkim, co ona mi przynosi. Staję przed Tobą z całą moją grzesznością, z wszystkim co obciąża moją duszę, co mnie spowalnia czy wręcz zniewala, uniemożliwiając mi kroczenie po Twoich śladach. Przychodzę mówiąc “pragnę” – pragnę wziąć na siebie Twoje jarzmo, czyli wszystko to, co niesie ze sobą każdy dzień, każda chwila, krocząc za Tobą pragnę uczyć się być takim, jak Ty, mój Jezu.

Synu, krocząc za Mną pamiętaj, że nie możesz dwom panom służyć. Nie możesz służyć Mnie i mamonie, nie możesz żyć według ciała i według ducha, bo ciało czego innego chce i czego innego pragnie, niż twój duch. Ten należy do Mnie, kto ma Ducha Mojego w sobie i odpowiadając Jego natchnieniom stara się żyć. Ciało i życie według ciała prowadzi do śmierci. Jeśli zaś przy pomocy mieszkającego w tobie Mego Ducha śmierć zadawać będziesz swemu ciału i jego popędom, żyć będziesz.

Jezu, chciałbym wraz z Piotrem wołać dziś “Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz że Cię kocham!”, lecz konfrontując te słowa ze swoją codziennością widzę, jak daleki jestem od prawdziwego kochania Ciebie. Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało mdłe, ulegające pokusom i urokom świata. Mdłe, bo uczyć się od Ciebie, to być cichym i pokornym sercem, i z taką postawą brać na siebie Twoje jarzmo. A nie zawsze z taką postawą umiem przyjmować to, co niesie ze sobą życie. Wygrywa ciało z jego ułomnościami, zwłaszcza wkradająca się do serca pycha, która niesie ze sobą gniew, gorycz, bunt, które są wrogami cichości i pokory.

Synu, post i umartwienie pomogą ci ujarzmiać ciało i pomogą duszy twej wznosić się ku wyżynom, gdzie czekam na nią. Powiedziałem kiedyś, że goście weselni pościć bedą gdy zabiorą im pana młodego. Ty jesteś gościem weselnym zaproszonym przez Ojca mojego na ucztę, Ja jestem panem młodym. Za każdym razem gdy grzeszysz, gdy dajesz ciału zwyciężyć się, to tak jakby pozbawiano cię pana młodego, grzech zabiera tobie Mnie, oddala cię i prowadzi ku śmierci wiecznej. Post i umartwienie trzymają w ryzach twoje ciało, pozwalają działać Duchowi Mojemu w tobie. Uczą cię również z cichością i pokorą brać Moje jarzmo i iść za Mną.

Jezu, me życie jest cieniem i chwilką co ciągle ucieka i ginie by kochać Cię mam tylko ten dzień, który może być ostatnim, mam tylko tę chwilkę która też bezpowrotnie ucieka. Naucz mnie, Panie, nie marnować tych chwil, ale wszystkie je z pokorą przyjmować i ofiarować Tobie. Czyż może być lepsze umartwienie dla ciała i pychy, jak pokorne przyjmowanie wszystkiego, co  niesie z sobą dzień? Wyciągnięta pomocna dłoń, uśmiech, miłe słowo – wydają się takie proste, ale nieraz wymagają wręcz heroizmu z mojej strony, zwłaszcza w tych chwilach, gdy ta dłoń z chęcią zacisnęłaby się w pięść, uśmiech stłamsiłyby łzy i ból a miłe słowo chciałoby się zamienić w niezbyt przyjemny potok inwektyw. To tylko okruch tego, co mogę Ci w ciągu dnia ofiarować, wraz z postem i innymi wyrzeczeniami. Naucz mnie, Panie, korzystać z tej broni i dzięki niej zwycięż we mnie wszystko, co nie jest Twoje. Amen!

Oczy

W poszumie wiatru przychodzisz Boże
w blasku słonecznym i kropelki rosie
przychodzisz w ciszy i w ciszy przemawiasz
schylasz się ku mnie, podnosisz i zbawiasz

Gdy pochylony dłoni mych dotykasz
a żar Twej miłości serce me przenika
w duszy się rodzi gwałtowne wołanie
całego wypełnij mnie Twym Duchem, Panie!

Niech Nim napełniony podążam za Tobą
bez trwogi i strachu przed daleką drogą
gdzie Duch Twój prowadzi mnie często w nieznane
oczekując tylko na serce oddane

Wstanę i pójdę wszędzie gdzie mnie poślesz
z sercem oddanym, ufającym Tobie
bo kiedy wziąłeś w Swoje dłonie moje
to zanurzyłeś mnie całego w Sobie

W ożywczej wodzie życia zanurzony
ogniem miłości Twojej rozpalony
o jeszcze jedno tylko Cię poproszę
zanim w dalszą wędrówkę wyruszę

Pragnę Cię prosić o Twe oczy Panie
otwarte na każdego serca zawołanie
o Twoje Serce ogniem gorejące
z miłości do mnie na krzyżu konające

Pragnę Cię prosić o Twe stopy Panie
idące tam skąd słychać wołanie
o Twoje dłonie, ramiona otwarte
o uszy słyszące i radość, i skargę

Tak zaopatrzony ruszam w dalszą drogę
nie patrząc na kłody i na niepogodę
nie bacząc, co na niej ze mną się stanie
bo wiem że jesteś cały we mnie, Panie…