Dlatego potrzebujesz tego błogosławionego czasu…

Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: „idź!” – a idzie; drugiemu: „Przyjdź!” – a przychodzi; a słudze: „zrób to!” – a robi».

Synu, wielka była wiara setnika, a jaka jest Twoja wiara? Słowa setnika powtarzasz niemal codziennie, lecz czy są one dla ciebie zwróceniem się do Mnie z wiarą, czy tylko kolejną wypowiadaną bez namysłu formułką? Oczekujesz Mnie, oczekujesz Mego przyjścia, ale czy zdajesz sobie sprawę, że przychodzę do Ciebie każdego dnia? Nie tylko przychodzę, Ja jestem z tobą każdego dnia, ukryty w białej Hostii tak, jak obiecałem, że będę po wszystkie dni, aż do skończenia świata. Każdy dzień twojego życia jest adwentem, którego ukoronowaniem jest spotkanie ze Mną w Komunii.

Panie mój, nie jestem godzien, abyś przychodził do mnie, nie jestem godzien na to codzienne spotykanie się z Tobą w moim sercu. Ty który jesteś Miłością, jesteś czystym, nieskazitelnym Pięknem, przychodzisz ukryty w Hostii do mojego serca, które nie zawsze potrafi dbać o czystość miejsca, w którym przyjmuje Króla.

Synu, dlatego też potrzebujesz tego błogosławionego czasu. Jest on ci dany, abyś mógł zastanowić się nad swoją wiarą, nad sensem drogi i celem, do którego zmierzasz; abyś mógł zastanowić się nad oczekiwaniem na Mnie i nad spotkaniem ze Mną. Chcę cię prowadzić drogą pewną, krokiem niezachwianym, chcę cię prowadzić przez twoją codzienność, ale potrzebuję twojego “fiat”, twojego “bądź wola Twoja”. Oczekujesz na Moje narodzenie, ale Ja pragnę dziś powiedzieć ci coś innego – pragnę, aby ten okres zakończył się twoim narodzeniem dla Mnie. Abyś ponownie mógł stać się jak dziecko, jak niemowlę zdane zupełnie na swoich rodziców. Dałem ci na te dni za wzór i przykład Józefa, przyjrzyj się jego wierze, oddaniu Bogu w codzienności, jego sprawiedliwości, czystości serca i życia, i staraj się naśladować go w swoim życiu. Przede wszystkim staraj się naśladować go w jego miłości i oddaniu Mojej Matce i Mnie w czasie naszego ziemskiego życia.

Święty Józefie, Ty swoją wiarą, czystością, pokorą i wieloma jeszcze innymi przymiotami spodobałeś się Bogu tak, że wybrał Cię na opiekuna Jezusa podczas Jego ziemskiej wędrówki, bądź też moim opiekunem na wszystkich drogach, którymi Syn Boży zechce mnie prowadzić, abym zawsze umiał podążać Jego śladami. Amen!

Advertisements

Przychodzę również w twojej codzienności…

“Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie…”

Kiedy przyjdziesz i na jakie przyjście każesz mi czekać Panie? Czy jest to przyjście w chwale, którą będzie zwiastować dźwięk ostatniej trąby, czy będzie to przyjście gdy dojdę do kresu mych dni tu na ziemi? Jak czuwać gdy naturalną potrzebą jest odpoczynek, sen? Co będzie, gdy właśnie w takiej sytuacji mnie zastaniesz przychodząc?

Synu, żyj tak, aby twoje serce w każdej chwili było gotowe na przyjęcie Mnie, jakby ta chwila miała nastąpić już za moment. Oczekuj Mnie, jak owe panny z płonąca lampą w dłoni i zapasem oliwy. Czuwaj nad tym, co ci powierzyłem, nie będąc nikomu nic dłużnym, poza wzajemną miłością. Nie chowaj w sercu urazy, kochaj, przebaczaj. Ja nie tylko przyjdę na końcu czasów, nie tylko przyjdę w chwili twojej śmierci, Ja również przychodzę w twojej codzienności. Tu i teraz chciałbym, abyś umiał rozpoznawać Moje przyjście, swój czas nawiedzenia. Czuwaj, abyś umiał rozpoznawać Mnie w sytuacjach i ludziach w których do ciebie przychodzę. Abyś nie wypatrywał Mnie gdzieś daleko, lecz dostrzegał tuż obok siebie.
Tegoroczne rekolekcje adwentowe, w których bierzesz udział, czerpią z życia i postawy mojego ziemskiego ojca. Przyjrzyj się Józefowi w tym, jak on potrafił wyczekiwać i przyjmować przyjście Boga w swojej codzienności. Choć wszystkie jego plany zostały wywrócone do góry nogami, on nie przestawał szukać Bożego sensu tego, czego doświadczał. Jego wiara budowała siłę jego charakteru, dzięki czemu potrafił powiedzieć “tak” Bożej woli i pójść drogą, którą wytyczyły drogowskazy Słowa Bożego. W czasie tegorocznego Adwentu chcę Cię właśnie tego nauczyć.

Zawsze przebaczaj, bo i tobie wiele się wybacza…

Synu, złość i gniew są obrzydliwościami w Moich oczach, nie mogą one górować nad tobą, ani kierować twoim życiem. Nawet jeśli zdarzy się, że zapłoną, bo słaba jest twoja natura, niech będą jak słoma, która zapłonąwszy niemal natychmiast gaśnie idąc w zapomnienie rozniesiona wiatrem. Gdy zaś będziesz je karmił podsycając ten ogień, będzie to wbrew miłości i Mojej nauce. Czy pamiętasz jak przyprowadzono do Mnie jawnogrzesznicę? Nie osądziłem jej, a i zebrany tłum upuścił ze swych dłoni kamienie, bo stało się jasne dla nich, że i oni nie są bez winy. Za każdym razem, gdy zamierzasz przyjść do Mnie z kamieniem w dłoni, pamiętaj jak wiele darowałem tobie, i że ty również podobnie masz czynić. Żywiąc się gniewem, złością, zawiścią, nie umiejąc przebaczyć, jak u Mnie możesz szukać uzdrowienia, przebaczenia? Jak możesz mówić “odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy”, jeśli nie potrafisz tego uczynić względem bliźniego, sam nie będąc miłosiernym, miłosierdzia oczekujesz? Działając w ten sposób okłamujesz Mnie i stajesz się jak ów nielitościwy dłużnik. Ileż to razy czytając te słowa oburzasz się w sercu mówiąc “jak można, tyle mu darowano a on ani trochę darować nie chce”?. Ta przypowieść jest właśnie o tobie, to tobie Bóg tak wiele darował, od ciebie oczekując tego samego. Dzisiejsze słowa kieruję nie tylko do Piotra, lecz i do ciebie, zawsze przebaczaj, bo i tobie wiele się wybacza.

Móc stawać się codziennie Jej żywą koroną…

“Wybrał Ją Bóg i wywyższył ponad wszystko, i wziął Ją na mieszkanie do przybytku Swego. Niepokalanie poczęta, gwiazda zaranna, pierwsza monstrancja nosząca w sobie Boga. Niepokalana, nie skażona grzechem, najczystsza Dziewica. Jest to chyba normalna rzecz, bo jak Bóg mógłby przyjść i zamieszkać w brudnym ciele, w duszy skażonej grzechem? On, Który stał się podobnym do ludzi we wszystkim oprócz grzechu.

Dwie kobiety – Ewa, która w raju przez pychę straciła wszystko i Maryja, która swoim pokornym “fiat” zgodziła się być matką Mesjasza. Pokorna, cicha Służebnica Pańska. Karty Ewangelii nie przekazują wielu Jej słów, ale te, które są, wskazują nam na Jej Syna. Bo Ona nam Go nie przesłania. Wprost przeciwnie, na Niego wskazuje i do Niego prowadzi, gdy sami odnaleźć Go nie możemy, lub nie potrafimy.

“Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego”. Bądź wola Twoja, Boże, we wszystkim.

Maryja idąca do Elżbiety, gdy usłyszała, że Jej krewna jest brzemienna, uczy nas wychodzić naprzeciw każdemu człowiekowi, służyć swoją osobą, czasem… Maryja uczy nas, aby wszystko zawierzać Bogu.

Maryja rodząca swe Dziecię w ubogiej stajence. Zimno, wilgotno – biedne małżeństwo i małe dzieciątko. Ale to, co łączy tą trójkę, to ogromna Miłość przezwyciężająca wszelkie trudności. Jaki piękny to wzór na dzisiejsze czasy.

Maryja w Kanie. Słowa Jezusa: czy to moja lub twoja sprawa, niewiasto? Dla wielu są to słowa, którymi zakazał Matce się wtrącać. Ale gdyby tak było, czy poszłaby do sług? Być może znali Ją wcześniej, może była kimś przez niech bardzo szanowanym, bo nie kazała im nic, tylko zrobić wszystko, cokolwiek Jezus powie. “Napełnijcie stągwie wodą”, przecież to brzmiało niedorzecznie. Ale zaufali Jego matce i posłuchali Go. Niedorzeczność zmieniła się w cud, woda zmieniła się w wino, i to wcale nie najgorsze.

Maryja pod Krzyżem. Ból i cierpienie przeszyło Jej serce i duszę. Spełniało się to, co przepowiedzieli prorocy, jak i to, o czym powiedział Jej starzec Symeon. Jej duszę przeniknął miecz boleści. Maryja – tego możemy być pewni – z wielkim bólem szeptała: “bądź wola Twoja”. Nie przeklinała ani Boga, ani losu. Uczyła nas, jak sobie radzić w takich chwilach i do kogo przylgnąć słowami zawierzenia.

“Synu, oto matka twoja”, oto Matka nas wszystkich. Niepokalana, przeczysta Dziewica, wzór, jak naśladować Chrystusa.

Wróciłem dziś do tego tekstu sprzed paru lat, skłonił mnie do tego dzisiejszy dzień, uroczystość Najświętszej Panny Maryi Częstochowskiej i trzechsetna rocznica koronacji Jej cudownego wizerunku. Oto Matka nas wszystkich, Matka, która 635 lat wpatruje się w nas ze szczytu Jasnej Góry i wskazując na Jezusa mówi, jak kiedyś w Kanie ”zróbcie wszystko cokolwiek wam powie”. Matka, której wysłałem zdjęcie, aby z okazji koronacji Jej wizerunku stać się częścią żywej korony, i wpatrując się w to ukochane oblicze słyszę, jak w głębi serca mówi mi, że to nie wystarczy. Nie wystarczy wysłać selfie aby zaistnieć, to zdjęcie zobowiązuje mnie do czegoś więcej. To jak wysłanie swojego serca, aby móc stawać się codziennie Jej żywą koroną. Aby się nią stawać mam wpatrywać się w  Ciebie, wzór naśladowania Chrystusa. Mamo, tak wiele Ci zawdzięczam, u Twego tronu czuję się jak w domu, bo gdzież najlepiej człowiekowi, jak nie przy sercu Matki. Pragnę poprzez swoją codzienność stawać się żywym diamentem w Twojej koronie.

Nic nie jest w stanie oderwać cię ode Mnie…

Panie, ratuj mnie, pomóż! Gdzie jesteś, Panie…? Jakże często brzmi to wołanie, zwłaszcza w chwilach, gdy łódź twego życia napotka przeciwne fale i ciężko jej płynąć pod prąd; lub gdy miotana burzowymi falami w bezkresnej ciemności zdaje się zanurzać w przepastnej otchłani; lub gdy odważna i pewna siebie mknie do Mnie po wodzie, jak Piotr, dopóty nie zlęknie się przeciwności. Czemu wątpisz, małej wiary, i czemu się trwożysz? Jestem przy tobie, ale i ty bądź przy Mnie! Nie tylko w chwilach trwogi, bólu, w chwilach ciemności i burz w twoim życiu, ale bardziej pamiętaj i bądź przy Mnie, gdy Ci jest dobrze, gdy ci się wiedzie. Miej świadomość tego, że jestem obecny w twojej codzienności. Nie przypominaj sobie o Mnie tylko wtedy, gdy jest ci ciężko i źle. Dlaczego wyrzucasz Mnie ze swojej codzienności, a gdy coś się dzieje pytasz gdzie jestem? Czemu idziesz za Mną wierząc i ufając, a byle podmuch wiatru sprawia, że zaczynasz bać się i tonąć? Zaproś Mnie do swojej codzienności i krocz przez nią z tą świadomością, że Jestem obok. Ja jestem bezpiecznym portem i pewnym schronieniem dla twojej łodzi miotanej falami. Zakotwiczona we Mnie, ze Mną za sterem, przeciwstawi się wszelkim wiatrom i nawałnicom.
W jednej ze swoich pieśni mówisz: być bliżej Ciebie chcę na każdy dzień, za Tobą życiem swym iść jako cień, daj tylko Boże dusz, obecność Twoją czuć, myśl moją pośród burz na Ciebie zwróć. Chcesz być bliżej Mnie każdego dnia, to bądź, z rana gdy wstajesz pamiętaj o Mnie, w ciągu dnia wpatruj się we Mnie, pytaj, rozważaj w sercu Me Słowa, mów do Mnie. Chcesz iść za Mną jako cień? Cień jest związany z tym, który go rzuca, a nierozerwalnie związany jest ze światłem. Bez światła cień nie istnieje. Więc tylko w Moim świetle możesz iśc za Mna, jak cień. Nie wątp człowieku małej wiary, nie odetną cię od Mojego Światła żadne życiowe burze. Nikt, ani ucisk, ani prześladowanie, ani głód, ani nagość, ani niebezpieczeństwo, ani miecz wiszący nad twą głową, ani śmierć, ani życie ani aniołowie, ani Zwierzchności ani Moce, nic nie jest w stanie oderwać cię ode Mnie.

Twoje góry Tabor…

Jezu, dziś stawiasz mnie obok Jana, Piotra i Jakuba, aby rozmyślać o Twoim Przemienieniu wobec nich. Dla nich miało to być umocnienie ich wiary przed mającą wkrótce nastąpić Twoją Męką i Śmiercią. Ale czuję, że moja obecność w tym miejscu z nimi ma jakiś inny cel.

Jesteś tu po to, aby spojrzeć na twoje powołanie, twoją wiarę i drogę poprzez codzienność. Wiele razy mówię do ciebie w przypowieściach, dziś pragnę pokazać ci twoje góry Tabor, momenty w których objawiałem ci siebie, dając ci tym samym siły do trwania w wierze do kroczenia za Mną mimo przeciwności losu. Dziś jesteś tu po to, aby przypomnieć sobie o tych chwilach. Lecz nie po to, aby rozkoszować się ich słodyczą, lecz aby poznać ich gorzki smak. Chcę, abyś przez tę gorycz zastanowił się nad swoim powołaniem, swoją drogą. Moje przemienienie w tobie, te chwile gdy miałeś pewność Mojej obecności w swoim życiu, co one ci dają? Jaki wpływ mają na twoje życie? Jakub, Jan i Piotr… czy możesz w tej chwili przyrównać się do nich? Jan Chrzyciciel i Herod, do którego z nich jest ci bliżej?

Panie mój, niestety do Heroda. Lecz nie jakobym pałał do niego sympatią, lecz poprzez swoje życie. Uzmysłowiłeś mi to wczoraj, gdy rozmyślałem o tych dwóch postaciach. Jan, człowiek surowy, prowadzący również taki styl życia. Zdany tylko na Boga,żywiący się tym, co dał mu Bóg i ubierający się w to, w co go przyodział. Szczery i prawdomówny, aż do bólu, co było powodem nienawiście ze strony Herodiady, i w końcu jego śmierci. Herod, trudno powiedzieć, czy był wierzący, miał szacunek i czuł bojaźń przed Janem, ale żądze i namiętności w nim zwyciężyły. Wystarczyło, że pokazała mu się piękna, powabna i półnaga kobieta, aby żądze karmiące zmysły zywciężyły. A głos otoczenia dopomógł w tym, czego w głębi serca nie chciał. I właśnie dlatego bardzo często jestem, jak Herod, ulegając presji środowiska, własnym zmysłom i żądzom.

Synu, Jan grzech nazywał grzechem. Nie ubarwiał go i nie tłumaczył. Związek Hwroda i Herodiady był czymś złym i Jan otwarcie o tym mówił, nie zważając na opinię środowiska. A ty? Ile razy nie masz odwagi wypowiedzieć swojego zdania i dania świadectwa swojej wiary? Ile razy przemilczasz albo starasz się tłumaczyć zło? Zastanów się, gdyby teraz przed tobą stanęła współczesna córka Herodiady, nie byłbyś gotów oddać jej wszystkiego, aby tylko zaspokoić swoje namiętności? Dlatego przypominam ci twoje góry Tabor, mówię do ciebie w przypowieściach, abyś miał siłę do codziennej walki ze złem. Abyś jak dobry ogrodnik umiał odróżnić owoc od chwastu. Abyś był gotów, jak moi Apostołowie, żyć tylko dla mnie, nie szczędząc swego postu ani krwi. 

Jezu, mizerny to, a nawet głupi, ogrodnik, który dobry owoc zniszczy, a chwast pielęgnuje. Będąc bardziej Herodem, takim właśnie ogrodnikiem jestem. Dobro i zło, bezgrzeszność i grzech, miłość zmysłowa i miłość duchowa, to jak róża i oset. Obie te rośliny potrafią być piękne. Obie mają kolce, lecz tylko róża jest szlachetną rośliną, a oset, choćby najpiękniejszy, chwastem pozostanie. Przypominając mi momenty, w których w duszy i życiu byłem świadomy Twojej obecności, uzmysławiasz mi tę prawdę. Uzmysławiasz mi również, że chwast, choćby był piękny, i wzrok na sobie skupiał, chwastem pozostanie zagłuszając i niszcząć to, co dobre, i przez to piękne, w szlachetnej roślinie. Uzmysłowiłeś mi również, że jestem jak drzewo zaatakowane przez szkodniki. Samo już nie walczy i żyje z nimi w symbiozie nie zastanawiając się, że bezowocne i suche wnet nada się tylko do wykarczowania i spalenia. Bez pomocy specjalisty nie uratuje się. Drzewo samo sobie nie poradzi. Ja jestem tym drzewem, a Ty, mój Jezus, jedynym specjalistą, który uratować je może!

Skarb, który znalazłeś, niesiesz w naczyniu glinianym…

«Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją». (Mt 13, 44-46)

Czy ty znalazłeś już swój skarb, swoją cenną perłę,za którą oddałeś wszystko? Czy mając, strzeżesz jej bacząc na to, że przechowujesz ją w naczyniu glinianym, które łatwo możesz stłuc, a skarb zgubić, nawet tego nie zauważywszy? Co zajmuje twoją duszę, ile w niej jest postawy Marty, a ile Marii?

Tak, Panie, znalazłem skarb, spotkawszy w swoim życiu Ciebie. I jak ów rolnik ukryłem go, a następnie sprzedałem wszystko, co miałem, aby ów skarb posiąść.

Co znaczy, że sprzedałeś wszystko, co miałeś? Sprzedać wszystko, to nie mieć nic, tylko Mnie. To nie być niezdrowo przywiązanym do niczego, co cię, krępuje, spowalnia, to nie grzeszyć, zwłaszcza świadomie i dobrowolnie. Nie mieć nic, to jak dziecko zdać się tylko na Mnie, Mi zaufać i dać się prowadzić. Nie mieć nic, to oddać Mi się całkowicie i bez zastrzeżeń, to nieść swój krzyż, to dla Mnie umieć głód cierpieć, umieć i obfitować. Kto Mnie znalazł i chce iść za Mną, nie może wstecz się oglądać tęskniąc, jak Izraelici na pustyni za czosnkiem i cebulą, nic nie może być dla ciebie ważniejsze, tylko ten skarb, który znalazłeś. Jam Jest  Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z domu niewoli, nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Wszystkie twoje niezdrowe przywiązania, myśli, wszystko, co w twojej codzienności jest ważniejsze niż Ja, jest właśnie bogiem którego stawiasz obok Mnie, albo który Mnie całkowicie zasłania. Jestem dla ciebie skarbem, policz czas w ciągu dnia, który poświęcasz dla Mnie, ile masz przywiązań, które są ważniejsze ode Mnie, ile ważnych spraw, myśli, które nie pozwalają ci znaleźć czasu dla Mnie?

Jezu wsłuchując się w to, co powiedziałeś mej duszy, mogę powiedzieć, że jestem w trakcie wyzbywania się majątku, uwalniania się ze zbędnego balastu. Tak, Panie, aby balon mógł lecieć i wzbijać się ku górze, potrzebuje przede wszystkim pozbyć się tego, co go obciąża. Jakże wiele napotykam jeszcze na swej drodze błyskotek, które przysłaniają mi prawdziwą perłę, zapominam wtedy o niej i wpatruję się w nie, jak przysłowiowa sroka w kość.

“Każdemu bowiem kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma” (Mt 25,29). Nic na zawsze nie zostało ci dane, znalazłeś Mnie, uważaj abyś nie zgubił. Bo skarb, który masz, niesiesz w glinianym naczyniu, bardzo łatwo go stłuc i zgubić zawartość, zwłaszcza gdy zajęty będziesz wpatrywaniem się w błyskotki, lub zbyt będziesz zajęty swoimi sprawami, aby martwić się skarbem. Jeśli nie będziesz w swojej codzienności na nim sie skupiał, nie będziesz miał na niego baczenia, to bardzo szybko sprawy światowe, nałogi czy inne niezdrowe przywiązania rozbiją to naczynie. Znalazłeś Mnie, bo pozwoliłem ci się znaleźć, przyszedłem do Ciebie w gościnę, pozwoliłem iść za Sobą, ale jeśli w tej drodze nie będziesz wpatrywał się we Mnie, nie będziesz za Mną wyglądał, zbłądzisz niechybnie w gąszczu tego świata. Znalazłeś skarb, pamiętaj, że on ci jest nie tylko dany, ale i zadany.

Spotkałem Ciebie, a raczej to Ty spotkałeś mnie, wszczepiłeś mnie w siebie jak winną latorośl, pielęgnowałeś, teraz oczekujesz na owoce, którymi Cię obdarzy. To jej zadanie, zaowocować i cieszyć tymi owocami ogrodnika. Zapaliłeś mnie jak pochodnię, a zadaniem pochodni jest oświecać drogę do celu podczas ciemności. Znalazłem Ciebie, który jesteś ogniem tej pochodni, oświecającym drogę błądzącym i tym, którzy pośród ciemnej nocy nie wierzą już w nastanie dnia, jak rozbitkom w czasie burzy wskazuje drogę na bezpieczny brzeg. Jeśli pozwolę, aby przeciwności zgasiły ten ogień, to na co się zda pochodnia? Jedynie na wyrzucenie, bez ognia nic jest niewarta.

Dlatego też zapytałem cię, ile jest w tobie z postawy Marty, a ile z Marii. Te postawy są dla ciebie jak oliwa, która nasącza pochodnię, aby płonęła. Obie znalazły swój skarb, znalazły Mnie, i były mi bez reszty oddane. Cały ten dom gościnny i przyjazny, był dla Mnie przystanią, gdzie mogłem odpocząć, a mieszkańcy kochali i byli oddani Mi bez reszty. Miłość to jest to, co pozwoli ci chronić skarb, który znalazłeś, pomoże ci znieść przeciwności i kroczyć za Mną. Miłość nie pozwoli ci, abyś Mnie zgubił gdzieś po drodze. Ale musi to być miłość jaka miała Maria, miłość cicha, spokojna, wpatrzona we Mnie, miłość, dla której nic nie jest ważne ani pilne, tylko ona sama. Ta lepsza cząstka, którą Maria obrała, pozwoli trwać ci w modlitwie, chronić ognia twojej pochodni, pozwoli płonąc jej bardzo jasno. Nie znaczy to, że Marta Mnie nie kochała. Jak najbardziej całą sobą była Mi oddana, ale za bardzo zajęta była drobnymi, mniej ważnymi i potrzebnymi, rzeczami, które zaprzątały jej umysł. Ta postawa sprawia w tobie ciągłe zamieszanie, pogoń za czymś mało w tej chwili istotnym, ciągłe zamieszanie w sercu, poddenerwowanie, a to przygasza płomień twojej pochodni. W takim ciągłym zamieszaniu łatwiej o zgubienie znalezionego skarbu. Abyś Mnie nie zgubił potrzeba tak niewiele, zostawić wszystko, co niepotrzebne, siąść u Moich stóp jak Maria i wsłuchać się we Mnie. Naprawdę, nawet gdy wypełniasz jakieś obowiązki pracując fizycznie jak Marta, możesz jak Maria wyciszyć swe serce, myśli, i wsłuchać się w Mój głos.

Myślałem, że czytając już tyle razy te słowa o Marii i Marcie, nie odkryję już nic nowego. A jednak, Ty, Panie, pokazałeś mi, że tak nie jest, że Twoje Słowo jest żywe i odkrywcze. Często jestem jak Marta, wewnętrznie zabiegany, zajęty czymś innym, czasem codzienne drobnostki czy w pracy, czy w domu, rozsiewają niepokój i zamieszanie w sercu, i wtedy nie potrafię uciszyć się, przycupnąć i wsłuchać się w Ciebie. Panie, ucisz moje serce, jak uciszyłeś burzę na jeziorze, naucz mnie być obojętnym na to, co nie jest Tobą, daj mi się w każdej chwili wsłuchiwać w Ciebie i podtrzymywać ogień, który płonie, do ognia żaden zwierz się nie zbliży, tak i ja tak zaopatrzony będę strzegł mego glinianego naczynia, aby nie zgubić Ciebie. Amen!