Jesteś szczęśliwy właśnie wtedy, widząc Mnie i słysząc w takich codziennych, zwyczajnych rzeczach…

Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.
Mt 13, 16-17

Panie mój, jadąc dziś do pracy zastanawiałem się nad tymi właśnie słowami. Przecież mówisz tu o prorokach i sprawiedliwych, którzy wyczekiwali Twojego przyjścia, nie dane im jednak było doczekać się i widzieć tego, czego doświadczali ci, co mieli z Tobą jakikolwiek kontakt. Tobie współcześni byli albo szczęśliwi, widząc i słysząc, albo głusi i  ślepi na to, co obok nich się rozgrywało. A ja? Jak te słowa mają się do mnie, do mojej codzienności.

Synu, to proste, pokazałem ci to dzisiaj w drodze. Ludzie jadący szybko do pracy, nie mają czasu na nic, śpieszą się, nie mają czasu czy możliwości, aby widzieć i słyszeć to, co ty. Nieraz narzekasz w sercu na swój pojazd, ale zobacz kto z tych mijanych ludzi ma tak, jak ty, czas na kontemplacje Mnie w otaczającym świecie. W ciszy poranka możesz słyszeć Mnie w swoim sercu, możesz wsłuchiwać się w wychwalający śpiew ptaków, patrzeć na niebo usłane gwiazdami, czy przepięknie ubarwione wschodzącym słońcem. Czy nie jesteś wtedy szczęśliwy, czy nie są cudowne pola żółcące się kwitnącymi rzepakami, czy mieniące się złotym kolorem zbóż gotowych do zbioru? Czy w rześki wiosenny poranek śpiew skowronka nie wyrywa twego serca do góry? Ty jesteś szczęśliwy właśnie wtedy, widząc Mnie i słysząc w takich codziennych, zwyczajnych rzeczach.

Tak, mogę, choć gorzej mi to przychodzi, gdy są jesienne mgły i muszę iść niemal po omacku, albo gdy zimą jest ślisko, na zmrożonych koleinach można sobie nogi połamać, a ostry śnieg sypie w oczy, wtedy trochę gorzej jest mi się zachwycać i cieszyć. Zostaje tylko w takich chwilach wędrówka z modlitwą na ustach, ale i tu nieraz zły się potrafi wmieszać i musisz mnie pouczać, jak ważne są wypowiadane przez nas słowa, czym jest przekleństwo a czym błogosławieństwo, i przypominasz, aby nad moim gniewem nie zachodziło nigdy słońce. Tak, Panie, Ty wiesz, że w takich chwilach ten zachwyt nad pięknem świata przychodzi mi najtrudniej, albo wcale.

Synu, Ja jestem siewcą, który zasiał ziarno Słowa w twoim sercu. Twoim zadaniem jest dbać i pielęgnować je, gdy zacznie wschodzić, ponieważ twoje serce nie jest jeszcze aż tak żyzną glebą, aby nie było to konieczne. Gdy wpadnie na glebę twego serca musisz się nim zająć i dbać, aby ptaki ci go nie wykradły ani chwasty nie zagłuszyły.

Panie, ale sam powiedziałeś w jednej z przypowieści, aby ziarnu i chwastowi pozwolić rosnąć razem, aż do żniw.

Tak, lecz jeśli chodzi o twoją codzienność, to chwastem, który musisz usuwać, aby wzrastało w tobie Moje Słowo, jest wszystko to, co nadmiernie zajmuje twój czas, nie dając ci sposobności zajęcia się ani na chwilę Moim Słowem. Gdy tego nie przypilnujesz, to z biegiem czasu zagłuszy Mnie w tobie, a codzienne drobne niepotrzebne rzeczy, jak ptaki wydziobią z twego serca Słowo zanim jeszcze na dobre w nim spocznie. Jeśli będziesz dbał, pielęgnował, jeśli będziesz nim żył, będziesz  trwał wśród tych szczęśliwców, którzy widzą i słyszą. Lecz jeśli o tym zapomnisz jeśli pozwolisz na to, aby światowy chwast jak powój wkradał się w twoją codzienność,  to będziesz wśród tych, którzy mają oczy ale nie widzą, mają uszy ale nie słyszą.

Teraz już wiem, Panie, wszelka moja złość, gorycz, zwątpienie, złe słowo, jak ptaki wydziobują z mego serca to, co w nim siejesz, a każde moje przywiązanie do rzeczy światowych, które zaczyna mi zajmować coraz więcej czasu, kradnąc ten czas Tobie, jest chwastem, którY zagłusza Ciebie we Mnie. Wielu pragnie Cię widzieć i słyszeć, lecz pośpiech, nawał codziennych ważnych i mniej ważnych rzeczy, rozrywka, która rozrywa zamiast uspokajać serce, to wszystko sprawia, że patrząc nie widzą i słuchając nie słyszą. Jezu, dziękuję Ci za to, że dajesz mi tą radość i szczęście widzenia Cię w otaczającym świecie, że mogę stawać w Twojej obecności, bo przecież jesteś obok, wystarczy, że moja myśl czy wzrok ku Tobie podąży, nie pozwól jednak, aby wbiło mnie to w pychę, dawaj mi zawsze w takich chwilach tę świadomość, że to jest mi dane, ale i zadane. Amen.

Kochając, uczestniczysz w życiu osoby ukochanej…

Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła.On ją zapytał: Czego pragniesz?. Rzekła Mu: Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie.
Mt 20, 20-28

Jezu, przypatrując się dziś tej sytuacji zastanawiam się, czy nie jestem jak matka Jakuba i Jana; ona prosiła nie za sobą, lecz za swoimi dziećmi. A ja? Czy nie proszę czasem o to samo lecz tylko dla siebie?

Synu, być po mojej lewicy czy prawicy, to być bardzo blisko Mnie, pragnienie to samo w sobie nie jest złe, lecz liczy się intencja, która wzbudza w twoim sercu to pragnienie. Czemu chcesz być tak blisko Mnie, widoczny, na piedestale, czemu chcesz się pokazywać przy Mnie? Być przy Mnie to nie tylko  radość i wesele w Kanie, to nie tylko pokazywanie się obok Mnie gdy wskrzeszam, uzdrawiam, wypędzam złe duchy, to nie tylko siedzenie obok Mnie na ucztach, na które byłem zapraszany. Fajnie jest się ogrzewać w Moim blasku, gdy wszystko jest piękne i radosne. Trochę trudniej już przy Mnie wytrwać, gdy “zapytam czy możesz pić z kielicha z którego Ja mam pić”, choć tu jeszcze w radosnym uniesieniu bez zastanowienia się możesz odrzec “tak”. Gorzej już, gdy miałby się ten kielich urzeczywistnić w twojej codzienności.

Nie, Panie, dla Ciebie jestem gotowy na wszystko, wszystko przyjmę, wszystko zniosę, każdy krzyż, każde niepowodzenie, każdy ból czy cierpienie. Radość, płacz, zdrowie i chorobę…

Synu, nie śpiesz się tak ze swoimi zapewnieniami, bo kto w małych rzeczach jest doskonały, ten i w wielkich doskonały będzie. Spójrz na Piotra, on też Mnie zapewniał o swojej wierności, a jednak zaparł się Mnie; On który był tak blisko, który tyle widział i tyle przeżył wraz ze Mną, który widział Mnie na Taborze, wówczas na współudział w moim cierpieniu nie był jeszcze gotów. Tobie do Piotra wiele jeszcze brakuje. Naucz się najpierw brać codziennie swój krzyż idąc za Mną, przyjmuj z pokorą i ofiaruj Mi wszystko, co przyniesie ci dzień, bądź przy Mnie w Getsemani, bądź w pretorium, na krzyżowej drodze i na Golgocie u stóp krzyża, a gdy przyjdzie pora, Ja sam uznam gdzie będzie twoje najlepsze miejsce. Kochając, uczestniczysz w życiu osoby ukochanej, dzielisz z nią wszystko. Bliskość i miłość do Mnie to uczestnictwo w Mojej drodze i kosztowanie z Mojego kielicha.

Panie, wsłuchując się w to co mówisz do mnie dostrzegam, że owszem łatwo mi być z Tobą tam, gdzie jestem chwalony, lubiany, gdy wszystko się układa, gdy jestem zdrowy, pogodny a dusza rwie się do śpiewu. Niestety, gdy jest na odwrót, to często zapominam, że miłość do Ciebie, stanie obok Ciebie, to również uczestnictwo w Twojej drodze i kosztowanie z Twojego kielicha. Panie mój, nie będę dziś prosił o miejsce obok Ciebie, będę Cię raczej prosił o to, abym w małych codziennych zajęciach nauczył się doskonale kroczyć z Tobą, za Tobą, zwłaszcza w trudnych życiowych chwilach. Amen!

Wystaw się na działanie Mojej miłości w swej duszy…

Boże mój, Boże, szukam Ciebie *
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą, *
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.
Psalm 63

Wczorajsze wspomnienie św. Marii Magdaleny i dzisiejsze przypowieści o Królestwie Bożym nurtują dziś moje serce, orbitują one wokół mego serca, jak księżyce wokół macierzystej planety. Panie Jezu, oto pragnę stanąć przy Tobie nauczającego nad brzegiem jeziora jak i w pobliżu grobu, gdy na Twoje “Mario” fala szczęścia i miłości zalała serce tej młodej kobiety. Pragnę wsłuchać się w Ciebie i rozważać to, o czym chcesz mi powiedzieć.

Synu, Maria jest ci przykładem tej, która bardzo umiłowała, której wiele darowano. Była przy Mnie do końca współ-cierpiąc wraz z Moją Matką pod krzyżem, pośród ciemności gdy zdać się mogło, że wszystko stracone, jej dusza tęskniła za swoim Bogiem, tęskniła jak spieczona ziemia za wodą, jak duszący się człowiek za haustem powietrza; wołała za swoim Umiłowanym, który się ukrył w ciemnościach, ją zostawiając samą. Była tą, która w niedzielny poranek spieszyła z wonnościami do grobu i która ujrzawszy Mnie, stała się pierwszą apostołką radosnej nowiny o Zmartwychwstaniu. Była czystą rolą, która obsiano i która miała wydać plon obfity w swoim czasie. Ale nieprzyjaciel posiał między to ziarno nasiona chwastów, które miały zagłuszyć i zniszczyć dobre ziarno. Tak samo jest z twoim sercem, ziarno wsiane zostało w czystą zdrową glebę, niestety przyszedł nieprzyjaciel, który zasiał chwasty w twoim sercu. Rosły one razem ze sobą, a Ja nie wyrywałem ich, aby nie uszkodzić dobrych roślin. Tak jak u Marii, tak u ciebie, do pewnego momentu pozwoliłem im rosnąć razem.

Panie, w swojej przypowieści mówisz o żniwach, że wówczas to chwasty związane pójdą w ogień, zaś pszenica do Twoich spichlerzy. Byłem pewny, że to stanie się przy Sądzie, gdy oddzielisz dobre ziarno od plew. Jaki więc w życiu Marii, czy moim, był ten odpowiedni czas, czas żniw?

Tym momentem, synu, było spotkanie Mnie. Każdemu, kogo nawracałem do siebie, mówiłem “idź i nie grzesz więcej”, Maria Magdalena bez namysłu zostawiła swoje dotychczasowe życie i poszła za Mną, nie oglądając się wstecz. Dla prawdziwej Miłości zostawiła to, co było tylko jej szyderczym odbiciem, wystawiając się na działanie Jej promieni pozwoliła na dojrzewanie dobrego ziarna i na niszczenie chwastów. Maria została niemal natychmiast porwana przez Mą miłość, zostawiła dla niej wszystko, zwłaszcza swój grzech, pokochała miłością szczerą, prawdziwą, bezinteresowną, nie obłudną. Miłością, która dała jej siłę stać pod krzyżem i przetrwać cały mrok Mojej męki, śmierci i tych godzin poprzedzających poranek Zmartwychwstania. Z tobą jest całkiem inaczej. Spotkałeś Mnie, ale nie dałeś się porwać jak Maria, Twoje pole obok dobrego ziarna rodzi jeszcze wiele chwastów. Zawołałem cię po imieniu jak ją, ale choć odpowiedziałeś jak ona “Rabbuni”, to nie potrafisz jak ona zerwać z przeszłością, zerwać z grzechem. I tobie wiele darowałem, i takiej miłości oraz oddania, jak to widzisz u Marii, od ciebie pragnę i żądam. Wystaw się na działanie Mojej miłości w swej duszy, daj, aby nadszedł dla niej czas rozwoju i niszczenia – rozwoju tego co piękne, niszczenia tego wszystkiego, co symbolizują chwasty. Nie bez przyczyny wskazuję ci na Marię i mówię dziś w przypowieściach. Wymagam od ciebie radykalizmu, oddania i miłości, jaką miała Maria, aby Me Królestwo mogło rozrastać się w twoim sercu, domu, otoczeniu; miłości, która jest jak ziarnko gorczycy, jak zaczyn, który całe ciasto zakwasza. Z czegoś maleńkiego, niepozornego, staje się skałą, o którą rozbijają się potężne fale. Maria, która była pod władzą siedmiu złych duchów, staje się Apostołką Apostołów, tą, która pierwsza zaniosła dobrą nowinę o Moim Zmartwychwstaniu.

Panie całe dzisiejsze i wczorajsze rozmyślanie pragnę zakończyć słowami Pieśni nad Pieśniami – połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak otchłań; żar jej to żar ognia, płomień Pana. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko (Pnp 8,6-7).

Maria za Miłość oddała wszystko, całe swoje życie, jeśli ta miłość ma stać się w mym sercu zaczynem, ziarnkiem, które pozwoli rozrosnąć się olbrzymiemu drzewu Twojego Królestwa, mój Boże, to niech tak się stanie, bądź wola Twoja. Amen!

Codziennie posyłany jesteś jak owca między wilki….

Oto Cię was posyłam jak owcĘ między wilki.
Bądź  więc roztropny jak wąż, a nieskazitelni jak gołęb!

Synu każdego dnia od nowa zaczynasz swoją drogę, stając pod Moim sztandarem decydujesz się na walkę, wybierając Mnie często zmuszony jesteś przeciwstawiać się światu, jego modom, zachowaniom, dążeniom. Codziennie posyłany jesteś jak owca między wilki. Dlatego musisz być roztropny i nieskazitelny. Być roztropnym to pamiętać o przeszłości i umieć z niej wyciągać wnioski, patrzeć na rzeczywistość w Moim Świetle. Czasami widzisz tylko to, co chciałbyś widzieć, a nie potrafisz dojrzeć tego, czego z lęku albo wstydu wolałbyś nie widzieć. Być roztropnym, to znaczy być otwartym na pouczenia innych ludzi, aby usłyszeć to, co ktoś chce ci powiedzieć i abyś umiał wyciągać z tego wnioski. To umiejętność rozeznawania przyczyn różnych zdarzeń i zdrowy osąd rzeczywistości, umiejętność przewidywania, zapobiegliwość. Musisz być jak wąż, który na terenie, którego nie zna, bada swoje otoczenie ostrożnie i ze szczególną uwagą, aby w razie zagrożenia móc natychmiast uciec. Ale aby osiągnąć tę cnotę musisz być nieskazitelny jak gołąb, czyli czysty i prosty. Twoja wiara, droga za Mną, ma być bez obłudy, bez szukania własnych korzyści, własnego ja. Tylko wtedy dasz się prowadzić Mojemu Duchowi, i tylko wtedy z Pasterzem u boku przetrwasz między wilkami. Tylko wtedy gdy będą cię prześladować, Ja będę z tobą i przy tobie, i Ja będę mówił za ciebie.

Synu “«Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa – jak jego pan. Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, to o ileż bardziej nazwą tak jego domowników. Nie bójcie się więc ich! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie». (Mt 10, 24-33)

Jezu, jakże wielu troszczy się o własne ciało, o swój wygląd, a jak niewielu martwi się swoją duszą. Ty zaś przestrzegasz mnie nie przed tym, co duszę i ciało może zatracić w piekle. Jezu, jakże osądy człowieka są nieraz osczercze i niesprawiedliwe. Ale Ty przechodziłeś przez to samo, wiec i ja idąc za Tobą wolny od tego nie będę. Jezu, mogę być wyzywany, oczerniany, pomawiany podobnie jak Ty , naucz mnie jednak, aby nie liczyła się ludzka opinia, lecz prawda skrywana w sercu, którą tylko Ty znasz. Kiedyś w rozmowie ktoś mi zwrócił uwagę, że to się tylko tak mówi, iż jesteś obok, że człowiek stara się być uczciwym ze względu na Ciebie. Ja jednak mam w pamięci inne słowa, te, które spisane są w Dziejach Apostolskich dotyczące Ananiasza i Safiry, oni to kłamiąc, nie ludziom sklamali, lecz samemu Bogu. Dlatego pragnę mieć stale na uwadze Ciebie i Twoje polecenia, a nie to, co ludzie mówią. Chcę żyć w Prawdzie i w Świetle ze względu na Ciebie, na to, że za Tobą podążam, ze względu na to Że jestem dzieckiem Bożym. Niech żadne ludzkie słowo nie obedrze mnie z godności, jaką mam w oczach Twoich. Nie zaprę się Ciebie, mój Panie, nie mogę, bo patrząc w swoją przeszłość musiałbym zapomnieć o wszystkim, co dla mnie zrobiłeś, musiałbym zapomnieć o Twojej obecności i działaniu w moim życiu, o Twoim prowadzeniu, opiece, ratowaniu niejednokrotnie zdrowia i życia. Zapierając się i mówiąc. jak Piotr “nie znam tego człowieka”. okłamywałbym świadomie siebie samego. raniąc przy tym Twoje Serce, nie daj. Panie. aby to przyszło kiedykolwiek na mnie.

Moim powołaniem jest trwać przy Tobie…

Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził… (Mt 10, 1-7)

Synu, tak jak przywołałem do siebie dwunastu oraz wielu innych, którzy poszli za Mną, tak i ciebie wezwałem po imieniu. Przyszedłem pod twój dach, jak do Zacheusza w gościnę, mówiąc: pójdź za Mną.  Dawałem ci siłę i moc do codziennej wędrówki, do wewnętrznej walki, do tego, aby stawać po Mojej stronie; aby pragnąć Mnie, życia ze Mną i dla Mnie.  

Tak, Panie, pamiętam tę chwilę, jakby to było wczoraj, a było to tak dawno temu. Nie miałem łatwej drogi, i gdyby nie Twoja łaska, i nie to, że miałeś swoje plany względem mnie, moje życie potoczyłoby się zgoła inaczej, może daleko byłbym od Ciebie, a może dopiero teraz bym Cię poznawał. Dziękuję Ci za to wszystko, za powołanie, za Twoją obecność w moim życiu. Dziękuje Ci, ale również się boję. Powiedziałeś kiedyś, że komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Nie boję się jednak, że dużo będziesz wymagał – boję się straconych chwil, natchnień, momentów, w których mniej lub bardziej świadomie odchodziłem od Ciebie, gdy zapierałem się, jak Piotr przed ludźmi.

Synu, trwaj przy Mnie, nie grzesz, żyj Moim Słowem na co dzień. Nie wymagam od ciebie rzeczy wielkich, lecz życia w Mojej obecności każdego dnia. Niech nasza bliska więź będzie świadectwem dla innych, że Ja jestem żywy i obecny w życiu każdego człowieka. Proś każdego dnia o Mojego Ducha i Jego owoce, a miłość, pokój, radość udzielane tobie promieniować beda wokół ciebie. Darmo otrzymałeś, darmo dawaj, nie oczekując nic w zamian.

Jezu, moim powołaniem jest trwać przy Tobie, w Twojej obecności każdego dnia, kochać cię każdą chwilą, stworzyć w mym sercu Betanię, gdzie byłeś zawsze mile widziany, gdzie mogłeś odpocząć, gdzie miałeś przyjaciół, którzy kochali cię szczerze i których Ty mocno miłowałeś. To życie duchem Marii i Marty, czyli modlitwą i pracą w prostocie serca. To miłowanie Cię w drugim człowieku i służenie Tobie w nim, to codzienne branie swego krzyża, czyli tego, co przynosi dany dzień i kroczenie za Tobą, to zbieranie, łączenie i ofiarowanie Tobie każdej chwili dnia. Panie, to są zadania, które stawiasz przede mną i które pragnę realizować z miłości i wdzięczności ku Tobie.

Synu kroczenie za Mną nie zawsze bedzie pasmem sukcesów, słodyczy duchowych, uniesień radości. Kroczenie za Mną, to również często niezrozumienie, odrzucenie, obmowa. Codzienne kroczenie za Mną to nie tylko słoneczne i pogodne dni, ale to również te ciemne, burzowe, to płynięcie pod prąd ludzkich opini, zachowań, zwłaszcza tych niechętnych tobie, niesprawiedliwych, oszczerczych, tylko dlatego, że inaczej myślisz, inaczej uważasz, inaczej żyjesz, mając Mnie na uwadze i na pierwszym miejscu w swym życiu. Nie przejmuj się nimi i nie skupiaj na nich, strzepnij je jak proch i kurz ze swoich butów. Trwaj we Mnie, a Ja będę trwał w Tobie, ufaj Mi i zawierz, a nie braknie ci Mojej łaski.

Jezu, dziękując za Twoją obecność w moim życiu, za to, że zawołałeś mnie po imieniu i pozwoliłeś iść za Sobą, dziękując za powołanie, pragnę z głębi serca wyznać, że w Tobie ja żyję, w Tobie umieram, cały Twój jestem teraz i na wieki… Amen!

copyright

Czy rzeczywiście opuściłem wszystko dla Ciebie, Panie?

Panie «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?».
Mt 19, 27

Stań pod Mym krzyżem, spójrz na Mnie i w sercu zadaj sobie to pytanie, czy rzeczywiście opuściłeś wszystko dla Mnie? Czy we wszystkim co czynisz, w całej twojej drodze, Ja jestem rzeczywistym punktem odniesienia? Czy Jestem na pierwszym miejscu w twoim życiu?

Czy rzeczywiście opuściłem wszystko dla Ciebie? Jezu skłamałbym, jeśli powiedziałbym “tak”. Bo choć jesteś ważniejszy dla mnie, niż moja rodzina, znajomi, ich opinia czy zdanie, to jednak są rzeczy, których jeszcze nie opuściłem. Te rzeczy, których nie opuściłem, a które przysłaniają mi Ciebie, to moje wady, grzechy powstrzymujące moje kroki, moje “ja”, które tak często gra pierwsze skrzypce. Często nie potrafię opuścić swojego zdania, sposobu myślenia w codziennych relacjach, czy to w pracy czy w domu. Wydaje mi się, że idę za Tobą, a w rzeczywistości jestem jak ów bogaty młodzieniec, któremu ciężko było zostawić to co posiadał, lub jak ów człowiek stający za pługiem, lecz wstecz się oglądający. Ale wiem, że tylko z Tobą dam radę to zmienić, że Twoja łaska pomoże mi opuścić to, co kryje się w moim wnętrzu i czego nie potrafię zostawić, aby iść zupełnie wolnym za Tobą.

Synu każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy, wierzysz w to?

Tak Panie, wierzę. Choć trudno jest to pojąć, słowa te mogą wydawać się wręcz nieludzkie, bo jak można zostawić, czy wręcz mieć w nienawiści tych, których kochamy. Ale one są nieludzkie dla kogoś, kto Ciebie nie spotkał, nie zna, nie poczuł miłosnej obecności. Jeśli jesteś obecny w życiu, jeśli żyje się Tobą na co dzień, (mimo upadków) to jest to jak opuszczenie Ciebie dla Ciebie. Bo idąc za Tobą, naśladując czasem nieudolnie swoim życiem, kochając Ciebie uczę, się tak naprawdę kochać bliskich, rodzinę, przyjaciół i w końcu wrogów. Idąc za Tobą te osoby dzięki Tobie stają mi się jeszcze bliższe niż dotychczas, bliższe również dlatego że dostrzegam Ciebie w nich, i Ciebie w nich kocham. A idąc za Tobą stokroć więcej otrzymuję braci, sióstr, dzieci, matek, ojców. Pięknym przykładem jest w niektórych zakonach zwracanie się do rodziców współbraci czy współsióstr “mamo”, “tato”, a przecież i ja, starając się Ciebie naśladować, jesteśmy dla siebie braćmi i siostrami. Panie mój już wiem, że jeszcze nie opuściłem wszystkiego, wiem co już dostałem od Ciebie za dotychczasową drogę i wierzę w Twoją obietnicę nagrody wiecznej. Dziękuję Ci za to, że pozwoliłeś mi to dojrzeć, że pokazałeś mi, co mam zwalczać w sobie, że jesteś obecny przy mnie w swoim słowie. Bądź uwielbiony za wszystko co mi dajesz, co spotyka mnie każdego dnia, przyjmij  Panie całą moją wolność, moją codzienność pragnę zostawić naprawdę wszystko i iść za Tobą z zawołaniem naszego świętego papieża “totus Tuus” – całym sobą, każdego dnia, każdą chwilą. Amen!

Wiara

Jezu, dziś stając w Twojej obecności ujrzałem pewnego człowieka zmierzającego do Ciebie, aby prosić Cię o ratunek dla córki. Nie odmówiłeś mu pomocy, lecz udałeś się do jego domu. Po drodze ujrzałem kobietę z którą rozmawiałeś i którą uzdrowiłeś. W końcu gdy dotarliśmy na miejsce do domu, gdzie po ludzku coś już się zakończyło, ujrzałem tłum, który naśmiewał i naigrawał się z Ciebie mówiąc, że dziewczynka już zmarła, że nic tu po Tobie. Ale Ty nie dałeś za wygraną, po usunięciu tłumu wszedłeś do izby, w której leżała dziewczynka, ujmując ją za rękę rzekłeś tylko talitha kum, i na Twoje słowo dziecko otworzyło oczy. Nie widziałem już reakcji zszokowanego tłumu, nie widziałem reakcji rodziców, może dlatego, że na co innego chciałeś zwrócić moją uwagę.

«Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie». (Mt 9, 18)

Synu, dziś chciałem ci pokazać nie tyle ojca proszącego za praktycznie zmarłą już córką, dziś chciałem ci pokazać wiarę człowieka, jaką chciałbym widzieć i u ciebie. Wiarę w to że dla Mnie nie ma nic niemożliwego. To dziecko to Ty, ale to także każdy człowiek, który w oczach ludzi jest już martwy, spisany na straty, tak samo jak to dziecko w oczach sąsiadów i krewnych. Jair to człowiek wiary, który mimo zniechęcających go słów i śmierci, która już stała w progu jego domu, zaufał Mi i prosił za swoim dzieckiem. Ludzie, którzy wręcz wzbraniali Mi zbliżenie się do tego dziecka, to nie tylko ludzie realni, którzy są obok ciebie, którzy zniechęcają cię pokazując, jak Jairowi, bezsens takiej prośby. Ci ludzie, którym wydaje się że jest już martwa, że nie ma dla niej ratunku, że wszystko stracone, to myśli prześmiewcze, szydzące, które wzbraniają Mi dojścia do twego serca. Potrzebny jest wtedy taki “Jair”, który pomoże usunąć to, co przeszkadza Mi w dotarciu do niego.

Chcę ci również pokazać inny przykład pokornej wiary. Oto kobieta kananejska, w oczach wielu nic nie warta, grzeszna, w dodatku nieczysta przez swą chorobę. Oto pojawia się ona w tłumie ludzi raczej jej nieprzyjaznych: jedni się jej brzydzą, inni wytykają palcami, odsuwają od niej. Jeszcze inni są zgorszeni, że ta poganka ośmieliła się wypatrywać ich Rabbiego. Ci ludzie, to realny tłum, ale również symboliczny obraz myśli, słów i podszeptów złego ducha, na przekór którym ona niestrudzenie idzie ku Mnie. Kobieta ta może nie potrzebowała, a może nie miała, swojego “Jaira”, który by za nią Mnie prosił. Miała jedynie wiarę nie zniszczoną przez natrętne myśli, one wręcz nauczyły ją być pokorną. I ta pokora sprawiła, że czując się niegodną zawołać Mnie, uwierzyła, że samo dotknięcie choćby rąbka płaszcza już sprawi cud. Tłum był ogromny, wielu chciało Mnie ujrzeć, dotknąć, ale tylko ta kobieta z taką wiarą to zrobiła. Synu, o jej pokorze świadczą słowa które do niej skierowałem, a na które wielu z was obraziłoby się – jej wiara, jej ufnośc, jej pokora i uniżenie, aż do poziomu szczeniaka żywiącego się okruszynami chleba, ujęło Moje serce.

Synu, nie odmówiłem im pomocy, bo nikomu jej nie odmawiam. Ja jestem dobrym Pasterzem, jestem Tym, Który nie dogasza knota tlącego się ani trzciny nadłamanej nie łamie do końca. Ja spragnionemu daję pić ze źródła Wody Żywej. Mówiąc: przyjdźcie do Mnie wszyscy, mam na myśli rzeczywiście wszystkich, a zwłaszcza tych którzy, źle się mają, tych, którzy w ludzkich osądach lub w swoim myśleniu już są po ludzku spisani na straty. Jak nie odrzuciłem Magdaleny ani Łotra, który obok Mnie wisiał na krzyżu, tak i ciebie nie odrzucam. Ty odrzuć zło i jego uczynki ze swojego życia, zrób mi miejsce w sercu, odrzuć wszystkie myśli złe, które cię powstrzymują, krępują. Nie słuchaj ich, przyjdź do Mnie z wiarą kobiety kananejskiej, z wiarą Jaira. Ja jestem twoją ucieczką i twierdzą warowną, w której znajdziesz schronienie dla swojej duszy.

copyright